Celebracje.pl

… strona dla miłośników świętowania z okazji lub bez :)

KarmeLOVE na powitanie nowego roku, czyli wszystko, co kocham 01/01/2013

celebracje-krem-karmelowy-z-solonego-masla-2013

1. robić przede wszystkim to, co lubię
2. zajmować się wyłącznie tym, co sprawia mi radość
3. to, co lubię, robić najlepiej, jak potrafię

… czyli moje noworoczne postanowienia. Monotematyczne? Powtarzają się? To jest po prostu dobrze przemyślana taktyka, zgodnie z instrukcją podsuniętą przez mojego Tatę. Podobno jesteśmy w stanie dotrzymać jedynie trzydziestu procent noworocznych postanowień. Tym razem mam szansę na sto procent. Dosyć, na spełnianie innych po prostu nie starczy mi czasu!  A skoro zamierzam zajmować się tylko tym, co lubię, to nie ma chyba lepszego sposobu na rozpoczęcie tego roku niż na moich Celebracjach.
Dość słów, przejdźmy do czynów!
Karmel z solonego masła to jeden z moich ukochanych smaków Francji, zaraz obok kwiatu pomarańczy, bretońskiego cydru, musztardy estragonowej i piernika z foie gras, w dowolnej kolejności. I o karmel tu najłatwiej, więc po co czekać na kolejny wypad do Francji? Dziś przepis na cudowny krem, który pasuje do wielu innych pyszności: kawy, czekolady, malin, prażonych jabłek, czerwonych porzeczek, do nadziewania ciasta ptysiowego, to przekładania tortów, do millefeuille, do tart oraz wyjadania łyżką prosto z miski. Najkrócej: do wszystkiego, co lubię!

www-celebracje-pl-krem-z-karmelu-solonego-masla

Krem karmelowy z solonego masła

90 g cukru (kryształ)
15 g glukozy w proszku
25 g solonego masła (lub zwykłego + 1 g soli)
400 ml pełnego mleka
4 żółtka
35 g skrobi kukurydzianej (maizena)

Żółtka zmiskować z 20 g cukru, skrobią kukurydzianą i odrobiną mleka (3-4 łyżki); miksować aż całość dokładnie się połączy;
70 g cukru i glukozę roztopić w garnku o grubym dnie aż całość zamieni się w bursztynowy karmel, odstawić z ognia, dodać masło, wymieszać dokładnie i nadal mieszając wlać ostrożnie gorące mleko, postawić na ogniu i mieszać aż karmel dokładnie rozpuści się w mleku; mieszając energicznie masę z żółtek wlewać po woli gorące mleko karmelowe, przelać całość go garnka, postawić na ogniu i mieszać aż masa zgęstnieje. Krem przykryć szczelnie folią spożywczą tak, aby całkowicie dotykała do powierzchni kremu. Przed użyciem jeszcze raz dokładnie wymieszać, przełożyć do rękawa cukierniczego i… szaleć!

celebracjepl-eklerki-z-kremem-karmelowym-z-solonego-masla
A to moje wczorajsze szaleństwo przy użyciu kremu z solonego karmelu, czyli mini eklerki oprószone cukrem pudrem. Przepis na moje ciasto ptysiowe znajdziecie tu.

celebracjepl-ciasto-ptysiowe-krem-karmelowy-do-tortow

Mmmmm, dobry koniec roku i jeszcze lepszy początek nowego!

Słodkiego roku!

 

Życzenia na sznurku, czyli krótka instrukcja, jak sprawić, żeby się spełniły! 09/01/2011

Wertując informacje na temat staropolskich obrzędów doszłam do kojących wniosków. Chociaż z technologicznego punktu widzenia świat poszedł do przodu, a życie wyraźnie przyspieszyło, ludzie są prawie tacy sami. Niezależnie od tego, jak bardzo wierzymy w to, co widzimy i co da się naukowo wytłumaczyć, bardzo potrzebujemy znaków, obrzędów, łuski z karpia w portfelu i szampana na rozpoczęcie Nowego Roku.
Sama wierzę w to, że 31 grudnia można magicznie zakończyć stare sprawy, aby 1 stycznia zacząć wszystko od nowa, ze świeżym spojrzeniem i zdrowym, zimowym dystansem do minionego roku. Od kiedy nauczyłam się pisać tuż przed Nowym Rokiem przygotowywałam długą listę planów i marzeń, które miały się zrealizować w ciągu następnych 365 dni. Plany noworoczne jeszcze przed końcem stycznia przegrywały z szarą rzeczywistością, a wielkie marzenia pękały jak bańki mydlane pod ciśnieniem końca semestru. Wszystko zmieniło się kilka lat temu, kiedy wpadłam na pomysł, jak pomóc szczęściu. Organizowałam imprezę sylwestrową, a ponieważ miałam za sobą wyjątkowo ciężki rok, postanowiłam, że następny powinnam porządnie zaczarować zanim na dobre się zacznie. Wprowadziłam kolorystyczny dress code – zgodnie z zasadą, że każdy kolor wnosi do naszego życia inne wartości, moi goście przywdziali na siebie zestawy odpowiadające ich osobistym potrzebom. Niektórzy wyglądali jak choinki, choć zdecydowanie dominowały wszystkie odcienie różu. Cóż się dziwić, róż to miłość, a miłość to esencja życia! Poprosiłam gości, żeby każdy przyniósł ze sobą balonik wypełniony helem. Tuż przed dwunastą pisaliśmy listy noworocznych życzeń, które przyczepialiśmy do swoich baloników i wysyłaliśmy hen, w kosmos, do natychmiastowej realizacji. I tak powstała nasza tradycja Balonowania Życzeń Noworocznych. Jak dotąd odnotowujemy podejrzanie wysoką skuteczność naszej metody!

W tym roku balonowaliśmy w wigilię Trzech Króli. Było kilka dodatkowych atrakcji, z których największą okazała się awaria wodociągu na Berezyńskiej i oczywiście butla z helem. Jeśli nie próbowaliście jeszcze śpiewania kolęd na helu, cóż, mogę Wam tylko powiedzieć, że to naprawdę rewelacyjna terapia antystresowa! Do dziś boli mnie brzuch od ataku śmiechu, który trwał godzinę, bez przerwy! Rok nie mógł się zacząć bez chińskich ciastek z wróżbą. Nie chciałam przybijać moich gości pompatycznymi myślami mistrza Yody, więc tym razem ciasteczka zawierały mądrości Joanny Krupy („tfoje oszy som hipnotajzin…”) – czytane piskliwym głosem myszki Mickey, bezcenne!
Ciastka zrobiłam zgodnie z instrukcjami pewnej Chinki prosto z youtube, poniżej instrukcje.
Technikę mogłam kiedyś przećwiczyć do bólu – będąc częścią Granic Smaku wyprodukowałam pięćset ciastek w jedną noc. Ostrzegam, pięćset to nieco za dużo jak na pierwszy raz, na początek zróbcie dwadzieścia pięć do trzydziestu, bo tyle powinno Wam wyjść z mojego przepisu biorąc pod uwagę dziesięcioprocentowe straty (wersja optymistyczna).

Chińskie ciasteczka z wróżbą

ubijam 2 białka z dużych jaj i gdy będą już sztywne, dodaję 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego i 1/2 łyżeczki ekstraktu migdałowego (u nas raczej dostępny aromat, wtedy można dodać o połowę mniej), 3 łyżki oleju roślinnego, 8 łyżek mąki pszennej, 1,5 łyżeczki skrobi kukurydzianej, 1/4 łyżeczki soli, 8 łyżek cukru, 3 łyżeczki wody;
miksuję dokładnie;
nagrzewam piekarnik do temp. 170-180 st C (pieczenie góra-dół, bez termoobiegu)


rozsmarowuję cieniutkie (prawie przezroczyste) placuszki w kształcie koła na macie silikonowej (niestety papier do pieczenia się nie sprawdził, mata silikonowa gwarantuje, że placuszki odkleją się bez problemu), piekę, aż boki będą lekko brązowe – ciastka nie powinny być klejące, bo nie wyschną, ta technika wymaga paru ofiar i kilku poparzeń, ale po którymś nieudanym ciastku można załapać, który moment na formowanie ciastka jest najlepszy – w moim piekarniku 5 minut absolutnie wystarczy.

wyjmuję placuszki z piekarnika, mam chwilę na formowanie ciastek, bo szybko zastygają (a zbyt suche placuszki nie dają się już formować). Do każdego placuszka wkładam złożoną kilkukrotnie wróżbę, składam placuszek jak pierożek na pół, po czym zginam podstawę ciastka na pół na brzegu szklanki (nadaję klasyczny kształt chińskiego ciastka),

wkładam gotowe ciastko do formy na muffiny lub ramekina, żeby ciastko utrzymało kształt – po 2-3 minutach jest gotowe.

Jeśli ciastko jest lekko kleiste, a mimo to udało się uformować właściwy kształt, można je dosuszyć na kaloryferze.
Nasze noworoczne spotkania to również miła okazja do zjedzenia innych rzeczy. Z doświadczenia wiem, że im więcej dzieci, zamieszania i atrakcji, tym bardziej sprawdzają się drobiazgi na jeden kęs. Niestety nie zdążyłam wszystkiego uwiecznić, bo znikało z prędkością światła, ale zapewniam, że imprezę dla trzydziestu osób da się zorganizować w 2 godziny, pomimo braku bieżącej wody, korzystając z jednej pary rąk i domowych zapasów.

W ekspresowym czasie powstała góra bananowych cupcakes czyli muffinek z cytrynowym kremem, stos warszawskich zapiekanek i rolowane tortille z tego, co akurat było w lodówce. Bardzo dziękuję wszystkim moim przyjaciołom za prawie stuprocentową obecność i… baniaki z wodą! Mam teraz zapas na cały rok!

 

Prawie jak w Alpach, czyli jak w kwadrans przenieść się w góry za pomocą fondue 01/01/2011

Błyskawiczny przepis na moje ulubione fondue serowe udostępniam nieprzypadkowo dziś. Prawdopodobnie na liście Waszych noworocznych postanowień widnieje pozycja „zrzucić parę kilo”, opcjonalnie „wskoczyć w maturalny garnitur” lub „zmieścić się w tycie spodenki narciarskie”. Nie podejrzewam, że będziecie dla siebie tacy niewyrozumiali, żeby zaczynać dietę 1 stycznia! Umówimy się, że do końca noworocznego tygodnia dajemy sobie dyspensę.
Przepis na fondue z camemberta polecam wszystkim, którzy lubią posiedzieć z gośćmi skubiąc bezproblemowe kąski i popijać białe wino lub cydr. To mój sposób na błyskawiczną teleportację do francuskich Alp, nie wymaga sprzętu do fondue, karnetu narciarskiego ani gogli. Oczywiście jeśli chcecie poczuć się jak w górach, możecie założyć na siebie cały narciarski outfit i otworzyć szeroko drzwi balkonowe!
W polskich realiach nie zawsze można dostać ser Vacherin podawany najczęściej w Alpach. Musimy poradzić sobie z tym, co mamy: szukamy camemberta w drewnianym pudełku (ja zwykle używam Coeur de Lion – dużego Coullomiers, wystarczy dla dwóch osób, lub mniejszych porcji Le Rustique – po jednym serku na osobę). Uwaga – pudełko jest ważne, bo posłuży nam jako foremka do pieczenia, trzeba tylko pamiętać o usunięciu wszystkich naklejek z opakowania.

Nagrzewamy piekarnik do 180-200 stopni C. Każdą porcję sera wyjmujemy z pudełka, zdejmujemy papier, wkładamy z powrotem do pudełka, nakłuwamy widelcem wierzch w kilku miejscach , w 3-4 miejscach na wierzchu robimy nacięcia i wkładamy plasterki świeżego czosnku; możemy też pokruszyć tymianek lub inne ulubione zioła. Ser skrapiamy odrobiną białego wina (tego, które będziemy popijać do fondue), zamykamy wieczko, zawijamy w folię aluminiową i wkładamy do gorącego piekarnika na 15 do 20 minut w zależności od wielkości sera.

Teraz mamy kwadrans na wariacje: biegniemy po bagietkę lub inne pieczywo, gotujemy małe ziemniaki w łupinkach, drzemy sałatę na mniejsze kawałki, kroimy długo dojrzewające wędliny na cienkie plasterki (szynka, kiełbasa, francuskie salami), przynosimy ze spiżarni wielki słoik korniszonów. Wszystko stawiamy na stole – u mnie każdy biesiadnik ma swój talerz z odrobiną wszystkiego, na środku ląduje pieczony ser w drewnianym pudełku.

Siedzimy i gadamy zatapiając chrupiącą bagietkę w aksamitnym, gorącym serze. Nikt się nigdzie nie spieszy, dieta może poczekać…!
Szczęśliwego Nowego Roku!