Celebracje.pl

… strona dla miłośników świętowania z okazji lub bez :)

Pierwszy mróz… czyli pierwsze mroźne pierniczki w tym roku! 02/11/2012

 

Wiem, wiem, jestem w tym roku wyjątkowo niecierpliwa i z przygotowaniem ciasta na pierniczki po prostu nie mogłam czekać do 11 listopada tym bardziej, że co roku pierników robię coraz więcej i więcej. Z czasem piernikowanie stało się poważnym logistycznym przedsięwzięciem, równie starannie zaplanowanym, co artystycznym. Ciasto powstało z mojego niezawodnego przepisu, teraz spokojnie sezonuje w lodówce, ale na pieczenie i dekorowanie będę musiała jeszcze trochę poczekać.

Pierwszy prawdziwy śnieg i konkurs na dekorowane ciasteczka w tortownia.pl obudziły jednak we mnie ducha piernikowej wróżki i w ten sposób powstały moje pierwsze w tym roku próbne pierniczki. Inspiracją do tej koronkowej dekoracji były rysunki na moich oknach, które zostawił mróz podczas pierwszej naprawdę zimowej nocy.

Obawiam się, że teraz już nic mnie nie powstrzyma przed oficjalnym rozpoczęciem sezonu piernikowego…

 

Jesień w pigułce, czyli jak wcisnąć wielką dynię do tyciej czekoladki 15/10/2012

… powiedziałam wyraźnie: ta dynia była gigantyczna! Dlatego właśnie już trzeci dzień przerabiam ją na wszystkie możliwe sposoby, a ten – choć zupełnie przypadkowy – będzie od dziś hitem w mojej kuchni. Wracając z pracy myślałam o kremie z pieczonej dyni, który przypadkiem zrobiłam przedwczoraj do makaroników. Był tak pyszny, że resztę zamroziłam, ale nie mogłam czekać na kolejną partię makaroników. I wtedy przypomniałam sobie o moich ulubionych czekoladkach od Leonidasa (wiem, wiem, bywają lepsze, ale w mojej pamięci zapisały się na zawsze jako słodki smak dzieciństwa), o tych białych z maślanym kremem kawowym albo pralinowym. Dyniowych raczej nie jadłam, postanowiłam jednak spróbować i… oficjalnie otwieram domową manufakturę czekolady na Saskiej Kępie (strzeż się E.Wedel!), bo to bardzo wciągające zajęcie. Poziom trudności: zetpety pierwszoklasisty (no, może pomijając krem!).

Oto one, moje pierwsze białe czekoladki z nadzieniem z pieczonej dyni!

przepis na nadzienie, to krem z mojego poprzedniego wpisu, o tu.

Na 12 sporych czekoladek wystarczy 120-150 g czekolady;

czekoladę kroimy w drobne kawałki, rozpuszczamy w kąpieli wodnej, rozprowadzamy warstwę czekolady w silikonowych foremkach (moje w kształcie diamentów), wstawiamy do zamrażalnika na kwadrans.

Wypełniamy czekoladowe skorupki nadzieniem, na każdej rozsmarowujemy pozostałą czekoladą (ponownie rozpuszczoną w kąpieli wodnej), nadmiar czekolady zdejmujemy z formy płaskim nożem, znów wstawiamy do zamrażalnika na kwadrans lub do lodówki na dłużej.

Wyjmujemy czekoladki z foremek, kiedy czekolada na wierzchu będzie twarda.

Czekoladki są prawdziwą kwintesencją jesieni, chrupiące na zewnątrz, w środku delikatne i rozpływające się w ustach… nie, nie, tego nie da się opisać. O matko, na diecie staję się nieznośnie kreatywnym cukiernikiem!

P.S. A moja dynia zdaje się nie mieć końca… Wiem! Wcisnę resztę do czekoladek i rozdam!

 

Witajcie po radosnej stronie życia… 27/05/2010

Bardzo się cieszę, że znalazłam tu wreszcie trochę miejsca dla siebie. Dotąd istniałam w tym drugim, równoległym świecie… Tak! To tam, gdzie ludzie są miękcy i ciepli, psy mają zimne nosy, a dom pachnie kompotem z rabarbaru.

Idea Celebracji jest prosta – każdy dzień może być okazją do świętowania i tylko od nas zależy, jakie święto sobie urządzimy. Mam nadzieję, że ta strona będzie dla Was inspiracją (w miarę zapełniania jej moimi pomysłami… bardzo proszę o cierpliwość).

Aaaha. Dziękuję wszystkim, którzy tak dzielnie naciskali, żebym wreszcie zabrała się do kontynuowania dzieła mojego życia. Melduję, że kontynuuję!