Celebracje.pl

… strona dla miłośników świętowania z okazji lub bez :)

Pierwszy mróz… czyli pierwsze mroźne pierniczki w tym roku! 02/11/2012

 

Wiem, wiem, jestem w tym roku wyjątkowo niecierpliwa i z przygotowaniem ciasta na pierniczki po prostu nie mogłam czekać do 11 listopada tym bardziej, że co roku pierników robię coraz więcej i więcej. Z czasem piernikowanie stało się poważnym logistycznym przedsięwzięciem, równie starannie zaplanowanym, co artystycznym. Ciasto powstało z mojego niezawodnego przepisu, teraz spokojnie sezonuje w lodówce, ale na pieczenie i dekorowanie będę musiała jeszcze trochę poczekać.

Pierwszy prawdziwy śnieg i konkurs na dekorowane ciasteczka w tortownia.pl obudziły jednak we mnie ducha piernikowej wróżki i w ten sposób powstały moje pierwsze w tym roku próbne pierniczki. Inspiracją do tej koronkowej dekoracji były rysunki na moich oknach, które zostawił mróz podczas pierwszej naprawdę zimowej nocy.

Obawiam się, że teraz już nic mnie nie powstrzyma przed oficjalnym rozpoczęciem sezonu piernikowego…

 

Żurawiny, choinka i śliwki, czyli… w co opatulić zimowy stół na święta 28/12/2011

W tym roku święta były mało zimowe, ale postanowiłam udawać, że za oknem trzeszczy mróz i leżą tony śniegu. Takie założenie wymaga ocieplenia gniazda dużą ilością świątecznych kolorów! Lubię te świąteczne i ponadczasowe standardy kolorystyczne, czyli złoto, czerwień i zieleń, ale tym razem złoto zastąpiłam śliwkowym fioletem. Dla mnie to kolor równie dystyngowany co złoto. Przygotowując stół na pierwszy dzień świąt (tak, moja kolej!) starałam się, żeby to, co na stole, pasowało do reszty domu. Motywem przewodnim były żurawiny, które znakomicie zastąpiły żywe kwiaty. Robiąc świąteczne zakupy zakochałam się w prawdziwych, ogromnych, mrożonych (!) żurawinach, które czekały na swój dzień w zamrażalniku. W Home&You kupiłam śliwkowy wianek na stół, świece w tym samym kolorze oraz mniejsze świece w kolorze żurawin.


Na zielonym, lekko połyskującym obrusie postawiłam śliwkowy wianek, do którego wstawiłam trzy czerwone świece w kształcie walca.

Po dwóch stronach wianka postawiłam szklane walcowate wazony, nalałam do każdego wody (starając się wyrównać poziom wody do wysokości czerwonych świec po środku stołu), wstawiłam wyższe śliwkowe świece i wsypałam mrożone żurawiny. Owoce są tak lekkie, że unoszą się na poziomie wody tworząc piękne wianki. Można jeszcze przed wrzuceniem żurawin włożyć do wazonów liście ostrokrzewu lub gałązki choinki, ale czasem mniej znaczy więcej i dla mnie ta dekoracja była wystarczająca.

Na moich nowych, pięknych talerzach (Almi Decor, a jakże!) położyłam złożone na pół fioletowe serwetki (tym razem niestety papierowe, ponieważ moich lnianych śliwkowych już nie zdążyłam kupić (koncepcja stołu last minute, ponieważ tradycyjnie złapałam przedświąteczną anginę). Woda w wazonach z żurawinami z każdą godziną robi się coraz bardziej różowa, dzięki czemu dekoracja żyje własnym życiem zmieniając się samoczynnie.


A menu na pierwszy dzień świąt? Prawie tradycyjne: tatar ze śledzia na razowym chlebie, kaczka z kasztanami, pieczone ziemniaki, kapusta z grzybami i… kawał drewna na deser – czyli francuskie świąteczne ciasto, Bûche de Noël, u mnie w wersji czekoladowej z musem z solonego masła i czekolady oraz malinami.

Przepis na czekoladowy biszkopt (taki, który po prostu musi się udać) znajdziecie u nieocenionej Dorotus z Moich Wypieków; Dorota w swojej wersji wypełnia roladę kremem z nutelli, ale chciałam, żeby moje pierwsze podejście do buche było iście we francuskim stylu. A co może być bardziej francuskiego niż karmel z solonego masła? Wypełniłam więc moją buche musem z czekolady i solonego masła, przełamując słodycz kwaśną konfiturą malinową. Nadzienie nadaje się doskonale do musowego tortu, np zmodyfikowanej wersji Czarnego Lasu.

Potrzebujemy:

180 g drobnego cukru

120 g + 460 g śmietanki kremówki 36%

60 g solonego masła (lub zwykłego, wtedy musimy dodać szczyptę soli)

150 g czekolady (minimum 66% kakao)

Cukier uprażyć na sucho w garnku o głębokim dnie, aż zamieni się w karmel; jednocześnie zagrzać 120 g śmietanki; gdy karmel będzie złoto brązowy zacząć po woli wlewać do niego gorącą śmietankę mieszając szybko, na koniec dodać masło (lub masło i sól), wymieszać dokładnie; w metalowej misce lub garnku pokruszyć czekoladę i zalać ją gorącym karmelem, mieszając od czasu do czasu doprowadzić do całkowitego rozpuszczenia i połączenia w jednolity ganache. Ubić 460 g śmietanki na sztywno, 1/3 ubitej śmietanki dodać do ganache, energicznie mieszając; pozostałą część śmietanki wymieszać delikatnie z ganache (najlepiej plastikową lub silikonową szpatułką lub wybierakiem), zaczynając od środka do zewnątrz.

Ostudzone ciasto na roladę rozwinąć, posmarować cienką warstwą konfitury (u mnie malinowa, ale myślę, że pasowałaby również wiśniowa lub pomarańczowa), przełożyć masę czekoladowo karmelową, rozsmarować, zwinąć delikatnie; całość zwinąć ściśle folią spożywczą, można jeszcze zawinąć w ściereczkę, końce związać jak cukierek, odstawić do lodówki na 2 godziny;

po tym czasie (a najlepiej na chwilę przed podaniem) wyjąć ciasto z lodówki, odwinąć z folii, odkroić końce, żeby rolada była równa i udekorować tak, aby wyglądała jak kawałek drewna: moja wersja do drewno pod śniegiem. Do dekoracji użyłam kremu z serka typu Philadelhia i mascarpone:

250 g serka kremowego typu Philadelphia
70 g masła
1,5 szklanki cukru pudru
200 g sera mascarpone

wszystko (w temperaturze pokojowej) zmiksowałam na gładką masę, nałożyłam szprycą na ciasto, widelcem narysowałam korę i słoje, posypałam odrobiną kakao, żeby faktura była bardziej widoczna; ciasto jest duże i ciężkie, więc najlepiej dekorować je bezpośrednio na talerzu dekoracyjnym – tym, który postawimy na stole; żeby nie pobrudził się przy dekorowaniu, pustą powierzchnie zabezpieczam folią spożywczą i zdejmuję ją już po dekoracji. Francuzi dekorują swoje buches figurkami: choinkami, Mikołajami itp, mojej buche musiał wystarczyć… mój podpis.

Zapraszam do stołu!

 

Pierrrrnikowo, czyli czas piec, pakować i obdarowywać! 06/12/2010

W mojej bajce święta zaczynają się w okolicach 11 listopada, kiedy zabieram się za ciasto na pierniki. Niezawodny sposób na

jesienną chandrę to zatopić łapki w ciepłym cieście i wypełnić dom zapachem korzeni. Pół godziny mieszania, kilka tygodni

cierpliwości i można piec przez cały grudzień. Kolorowy lukier, cukrowe perełki, parę bezsennych nocy, wreszcie kolędowanie

po zaprzyjaźnionych domach – tak spędzam ostatni przedświąteczny tydzień co roku.
Dziś Mikołajki – czy może być lepszy dzień na podzielenie się z Wami moim szaleństwem?
Przepis jest prosty, ciasto wymaga sezonowania – czyli przechowywania od kilku do kilkudziesięciu dni w chłodnym miejscu pod przykryciem, jeść można zaraz po upieczeniu. Z podanej ilości wychodzi nawet sto pierniczków. Do dzieła!


Pierniczki
250 g drobnego cukru
250 g płynnego miodu (ja używam lipowego)
100 ml mocnej kawy (u mnie espresso)
300 g masła
800 g mąki pszennej
1 łyżka sody oczyszczonej
skórka drobno starta z pomarańczy (must have!)
opakowanie przyprawy korzennej (można skomponować własną))

cukier, miód, kawę i masło topimy w garnku na małym ogniu (cukier musi się dokładnie stopić), studzimy nieco (przed dodaniem reszty składników, masa powinna być lekko ciepła); dodajemy przesianą mąkę (partiami, na zmianę z korzeniami i pomarańczą, w międzyczasie dodajemy sodę rozpuszczoną w łyżce letniej wody) na początku ucierając np berłem, a potem ugniatając łapką; dość luźne ciasto wrzucam do ceramicznej makutry, przykrywam ściereczką i odstawiam (minimum na 1 dzień); cieniutko rozwałkowane piekę na papierze lub macie silikonowej od 6 do 8 minut w temperaturze 180-200 stopni C. Dłużej i w niższej temperaturze piekę pierniki witrażowe – te z cukierkowym okienkiem; krócej w wyższej temperaturze piekę zwykłe pierniki.

Lukier królewski (do misternych esów floresów) – bardzo wytrzymały, szybko wysycha, idealny do barwienia
2 białka z dużych jaj miksujemy z 3 szklankami cukru pudru (kilka minut, mikserem na średnich obrotach), na koniec dodajemy sok z połowy cytryny i miksujmy aż całość będzie biała i aksamitna. Ja dodaję jeszcze aromat pomarańczowy lub migdałowy.

Lukier zwykły (do pokrywania całej powierzchni pierniczków): do filiżanki cukru pudru wlewam po łyżeczce mleka skondensowanego niesłodzonego (najpierw jedna łyżeczka, mieszamy dokładnie i w zależności od wymaganej konsystencji – dodajemy więcej mleka). Dlaczego mleko, nie woda? Zauważyłam, że lukier jest bardziej błyszczący i mniej przezroczysty.

Pierniczki witrażowe – krok po kroku: kupujemy kolorowe landrynki, rozdzielamy kolory i każdy kolor wrzucamy do młynka, rozdrabniamy w pył (jeśli nie macie młynka, cukierki można włożyć do grubej torebki na mrożonki, zawiązać torebkę, położyć na desce do krojenia i rozdrobnić cukierki tłuczkiem do mięsa, nie musimy tłuc bardzo dokładnie);

ciasto na pierniki wałkujemy na grubość ok 4 mm, wycinamy dużą foremką pierniczek, przekładamy na papier do pieczenia lub silikonową matę (zdecydowanie polecam to drugie),

wycinamy mniejszą foremką wzór po środku,

delikatnie wsypujemy w wycięty wzór rozdrobnione cukierki (zapełniając całą pustą przestrzeń maksymalnie do wysokości piernika),

pieczemy ok 6-8 minut w temperaturze 180 st C. Wyjmujemy z piekarnika (jeśli zobaczycie, że cukrowa szybka jest dziurawa, zaraz po wyjęciu z piekarnika można ją naprawić np wykałaczką, delikatnie, bo szybko zastyga), studzimy aż ciastka będą chłodne i delikatnie odrywamy od podłoża.

Jeśli chcecie, żeby witraż wisiał na choince, najlepiej zrobić dziurkę zaraz po upieczeniu, kiedy pierniki są jeszcze miękkie. Po ostudzeniu będą twarde i chrupiące.  Smacznego!

Zobacz, jak wyglądają pierniki 2011!