Celebracje.pl

… strona dla miłośników świętowania z okazji lub bez :)

KarmeLOVE na powitanie nowego roku, czyli wszystko, co kocham 01/01/2013

celebracje-krem-karmelowy-z-solonego-masla-2013

1. robić przede wszystkim to, co lubię
2. zajmować się wyłącznie tym, co sprawia mi radość
3. to, co lubię, robić najlepiej, jak potrafię

… czyli moje noworoczne postanowienia. Monotematyczne? Powtarzają się? To jest po prostu dobrze przemyślana taktyka, zgodnie z instrukcją podsuniętą przez mojego Tatę. Podobno jesteśmy w stanie dotrzymać jedynie trzydziestu procent noworocznych postanowień. Tym razem mam szansę na sto procent. Dosyć, na spełnianie innych po prostu nie starczy mi czasu!  A skoro zamierzam zajmować się tylko tym, co lubię, to nie ma chyba lepszego sposobu na rozpoczęcie tego roku niż na moich Celebracjach.
Dość słów, przejdźmy do czynów!
Karmel z solonego masła to jeden z moich ukochanych smaków Francji, zaraz obok kwiatu pomarańczy, bretońskiego cydru, musztardy estragonowej i piernika z foie gras, w dowolnej kolejności. I o karmel tu najłatwiej, więc po co czekać na kolejny wypad do Francji? Dziś przepis na cudowny krem, który pasuje do wielu innych pyszności: kawy, czekolady, malin, prażonych jabłek, czerwonych porzeczek, do nadziewania ciasta ptysiowego, to przekładania tortów, do millefeuille, do tart oraz wyjadania łyżką prosto z miski. Najkrócej: do wszystkiego, co lubię!

www-celebracje-pl-krem-z-karmelu-solonego-masla

Krem karmelowy z solonego masła

90 g cukru (kryształ)
15 g glukozy w proszku
25 g solonego masła (lub zwykłego + 1 g soli)
400 ml pełnego mleka
4 żółtka
35 g skrobi kukurydzianej (maizena)

Żółtka zmiskować z 20 g cukru, skrobią kukurydzianą i odrobiną mleka (3-4 łyżki); miksować aż całość dokładnie się połączy;
70 g cukru i glukozę roztopić w garnku o grubym dnie aż całość zamieni się w bursztynowy karmel, odstawić z ognia, dodać masło, wymieszać dokładnie i nadal mieszając wlać ostrożnie gorące mleko, postawić na ogniu i mieszać aż karmel dokładnie rozpuści się w mleku; mieszając energicznie masę z żółtek wlewać po woli gorące mleko karmelowe, przelać całość go garnka, postawić na ogniu i mieszać aż masa zgęstnieje. Krem przykryć szczelnie folią spożywczą tak, aby całkowicie dotykała do powierzchni kremu. Przed użyciem jeszcze raz dokładnie wymieszać, przełożyć do rękawa cukierniczego i… szaleć!

celebracjepl-eklerki-z-kremem-karmelowym-z-solonego-masla
A to moje wczorajsze szaleństwo przy użyciu kremu z solonego karmelu, czyli mini eklerki oprószone cukrem pudrem. Przepis na moje ciasto ptysiowe znajdziecie tu.

celebracjepl-ciasto-ptysiowe-krem-karmelowy-do-tortow

Mmmmm, dobry koniec roku i jeszcze lepszy początek nowego!

Słodkiego roku!

 

Paris-Brest po polsku, czyli grudniowy Paryż w śnieżnej Warszawie 27/12/2012

celebracje-paris-brest-pytanie-na-sniadanie

Cudowne, wspaniałe, po prostu najlepsze zakończenie roku – znaleźć się choć na chwilę u źródła mojej słodkiej mocy! Tym razem wpadłam do Paryża na samym początku grudnia, ja i setki tysięcy innych ludzi wiedzionych milionami migoczących światełek na Polach Elizejskich, strzelistymi choinkami w Galeries Lafayette i Printemps, zapachem karmelizowanych jabłek oraz miliardem innych kuszących powodów.

kolo-w-deszczu-paryz-celebracje

Dobrze, przyznaję, jest pięknie, ale dla mnie najważniejsze są chwile spędzone z przyjaciółmi: zdobyte kilometry, które czuję do dziś, hektolitry wypitej herbaty, wzniesione toasty, lekcje asertywności mojego chrzestnego synka („non! pas du tout!”), smakowe odkrycia i… to ciepło i radość, które czuję zawsze, kiedy jestem razem z nimi. To samo czuję tu, w Warszawie.

pomme-d-amour-celebracje-paryz
Postanowiłam zrobić małe kulinarne podsumowanie kolejnego roku spędzonego wśród tych wszystkich ludzi. Jaką klamrą mogę spiąć słodki Paryż z wytrawną Warszawą? Paris-Varsovie, czyli moją wersją wielkiego francuskiego klasyka – Paris-Brest. Każdy, nawet bardzo awangardowy francuski cukiernik ma swoją własną wersję, więc jakiż ze mnie byłby wielbiciel francuskich ciast bez mojego Paris-Brest?! Mój przepis łączy tradycyjną recepturę na lekkie ciasto ptysiowe z Laduree z uzależniającym kremem pralinowym (o tak, tak, czytelnicy Celebracji już wiedzą, że domowa pralina to jeden z moich ulubionych składników) oraz małym osobistym akcentem: musem z owoców leśnych.

Paris-Varsovie czyli moja wersja Paris-Brest

celebracjepl-dekoracja-paris-brest
lekkie ciasto ptysiowe (przepis Laduree)

120 g mąki pszennej (typ 450, np poznańska)
100 ml mleka
100 ml wody
10 g cukru
szczypta soli
80 g masła
4 całe jajka
kilka łyżek migdałów w płatkach

celebracjepl-ciasto-ptysiowe-paris-brest

Nagrzać piekarnik do 180 st C.
Zagotować w garnku mleko z wodą, cukrem, solą i masłem; zaraz po zagotowaniu odstawić z ognia i dodać przesianą mąkę, wymieszać dokładnie, postawić na ogniu i mieszając osuszyć nieco ciasto przez 1-2 minuty. Przełożyć do miski i cały czas mieszając dodać jajka (po jednym), mieszać tak długo, aż ciasto będzie lśniące i lekko lejące. Przełożyć do rękawa cukierniczego.
Papier do pieczenia nasmarować delikatnie masłem i wyszprycować ciasto tak, aby otrzymać równe kręgi – możemy zrobić duże koła (po ok 20 cm) lub małe – 8-10 cm (na indywidualne porcje); ja zwykle rysuję koła ołówkiem na spodniej stronie papieru do pieczenia – w ten sposób wychodzą ładne, równe porcje. Posypać migdałami w płatkach.
Włożyć do gorącego piekarnika i piec 10 minut w temp.180 st C z termoobiegiem (uwaga, nie otwieramy piekarnika w tym czasie – ciasto ma ładnie wyrosnąć), po tym czasie przestawiam termoobieg na zwykłe pieczenie (góra-dół), a w drzwiczki do piekarnika wkładam drewnianą szpatułkę – w ten sposób drzwiczki pozostają lekko uchylone, a wilgoć może wydostać się na zewnątrz; piekę kolejnych 25-30 minut uważając, aby moje ptysie nie spiekły się zbytnio. Ostudzić na kratce.

Krem pralinowy

500 ml pełnego mleka
3 żółtka
125 g drobnego cukru
60 g skrobii kukurydzianej (Maizena)
200 g miękkiego masła
125 g masy pralinowej (mój przepis tu)

robimy creme patissiere: żółtka z cukrem, skrobią i odrobiną mleka miksujemy aż całość się połączy; pozostałą część mleka gotujemy, zdejmujemy z ognia, energicznie mieszając masę jajeczną wlewamy po woli gorące mleko, a gdy wszystko się połączy, przelewamy do garnka i mieszając gotujemy aż masa zgęstnieje do konsystencji gęstego budyniu; przykrywamy szczelnie folią spożywczą tak, aby ściśle przylegała do masy, odstawiamy na 10 minut. Po tym czasie, do jeszcze ciepłej masy dodajemy 100 g miękkiego masła pokrojonego w drobną kostkę i mieszamy aż całość się połączy; ponownie przykrywamy szczelnie folią i odstawiamy na 1 do 2 godzin do lodówki; w tym czasie miksujemy masę pralinową z pozostałą częścią masła, odstawiamy (masa powinna zachować temperaturę pokojową); wyjmujemy schłodzony krem, miksujemy żeby go nieco ocieplić i wygładzić, dodajemy masę maślano-pralinową, miksujemy na gładki krem, przekładamy do rękawa cukierniczego;

Mus z owoców leśnych

celebracjepl-mus-z-owocow-lesnych

400 g mieszanych owoców leśnych (maliny, jeżyny, wiśnie, truskawki, jagody – ja używam zamrożonych owoców)
2-3 łyżki cukru
szczypta mielonego kardamonu
2 łyżki żelatyny

Owoce gotujemy z cukrem aż płyn odparuje do połowy, doprawiamy do smaku mielonym kardamonem. Żelatynę zalewamy 3-4 łyżkami wody, czekamy aż spęcznieje, po czym roztapiamy ją w kąpieli wodnej i dodajemy do gorących owoców. Całość blendujemy na gładką masę i przecieramy przez drobne sito. Przelewamy do małych foremek do czekoladek (u mnie w kształcie diamentów) i odstawiamy do zamrażalnika na 2-3 godziny (można je oczywiście odstawić do lodówki, ale łatwiej wyjmuje się mus zamrożony niż schłodzony), wyjąć z foremek; przełożyć na deskę do krojenia i przywrócić do temperatury pokojowej;

celebracjepl-skladanie-paris-brest

Upieczone ciastka przekroić na pół, na dolną warstwę wyszprycować starannie krem pralinowy, ułożyć w równych odstępach mus owocowy, pomiędzy musami wyszprycować dodatkową porcję kremu, przykryć górną warstwą ciasta i posypać cukrem pudrem. Et voila, błyskawiczna podróż z Paryża do Warszawy gotowa!

I jeszcze kilka słów podsumowania – minęły już trzy lata od narodzin Celebracji – dziękuję Wam za każde mrugnięcie w stronę moich pomysłów, za każdy komentarz, za pytania i odpowiedzi, za tysiące odwiedzin każdego grudniowego dnia w poszukiwaniu słodkich inspiracji. To wszystko dedykuję moim przyjaciołom, rodzinie i Wam! Więcej o celebracjach już jutro, 28 grudnia w Pytaniu na Śniadanie, zapraszam.

Pamięci naszej siostry Dorotki, słońca, które zgasło trzy lata temu, Dorotki, której zawdzięczam więcej, niż można sobie wyobrazić. RIP.

dorotka-glebicka

 

Piernikowe szczęście, czyli o wpływie korzeni na ośrodkowy układ nerwowy! 20/11/2012

… a w skrócie: przegoń jesienną depresję zapachem pierników.

celebracjepl-pierniczek-gwiazdka-niebieska

celebracjepl-pierniczek-ryba

celebracjepl-pierniczek-wieza-eiffla-petit-pain-depices-tour-eiffel

Choć nie obwieszam jeszcze domu światełkami, wiankami  i bożonarodzeniową chińszczyzną, to uważam, że nie ma lepszego sposobu na szary listopad niż rozjaśnienie go grudniową aurą. W ogóle listopad najchętniej wykreśliłabym z kalendarza, nie pasuje mi do całej reszty roku.

celebracjepl-pierniczek-malowany-kwiaty

Dlatego piernikować zaczynam już teraz i będę moich cierpliwych czytelników zasypywać piernikami aż do 23 grudnia (przy moim aktualnym trybie życia i braku snu kalkuluję, że 24 grudnia będę leżeć pod choinką bez życia zasypana stertą pierników i – mam nadzieję – prezentów).

celebracjepl-pierniczek-gwiazdka-biala-srebrny-koralik

Poniżej moje wczorajsze piernikowe twory, oczywiście nie zabrakło moich ulubionych pierników witrażowych – zdecydowanie wolę ich w ogóle nie dekorować, bo najładniejsze są bez dekoracji. Więcej pomysłów na moje piernikowe święta znajdziecie również w najnowszym numerze magazynu Przebieralnia.

Przepis na moje pierniki (pierniki, pierniki witrażowe oraz na lukier królewski i zwykły) znajdziecie tu.

 

Rodzinny kompromis, czyli prawdopodobnie najlepsze śliwkowe odkrycie sezonu 20/10/2012

Pójście na kompromis ma to do siebie, że zwykle żadna ze stron nie jest do końca zadowolona z tego, co dostała. Cóż, nie w mojej rodzinie, szczególnie, jeśli mówimy o jedzeniu. Dlatego tak trudno wyciągnąć od nas precyzyjny przepis na bigos – każdy po cichu coś do niego dodaje i w ten sposób efekt jest zawsze nieprzewidywalny (choć za każdym razem bigos jest coraz lepszy). Do kompromisów podchodzimy kreatywnie.

Temat na dziś: ciasto dla polskich przyjaciół z Kanady.
Tata: zrób coś ze śliwkami!
Mama: tylko zrób wreszcie coś prostego, dziecko…
Ja: wiem! Skarmelizuję coś prostego! I będą śliwki!

I wyszło, co wyszło, czyli prawdopodobnie najlepsze śliwkowe ciasto, ze specjalną dedykacją dla naszych przyjaciół z Saskatoon!

tarta z karmelizowanymi śliwkami, kremem waniliowym i sosem karmelowym

kruchy spód do tarty

250 g mąki pszennej
180 g miękkiego solonego masła
100 g przesianego cukru pudru
2 żółtka

mąkę, pokrojone w kostkę masło i cukier puder wyrabiamy szybko dodając żółtka aż uzyskamy gładkie ciasto; rozwałkowujemy na grubość ok. 5 mm, przekładamy do formy do pieczenia, nakłuwamy widelcem w kilku miejscach, odstawiamy do zamrażalnika na pół godziny; rozgrzewamy piekarnik do temp. 180-190 st C (termoobieg), wyjmujemy ciasto z zamrażalnika, przykrywamy papierem do pieczenia, wsypujemy na papier suszoną fasolę / surowy ryż / groch, wstawiamy do piekarnika na 15 minut; po kwadransie wyjmujemy papier z fasolą, pieczemy kolejne 10 minut aż ciasto będzie złote, studzimy.

krem waniliowy (crème pâtissière, mój niezawodny przepis z Laduree)

laska wanilii
400 ml pełnego mleka
4 żółtka
80 g drobnego cukru
30 g skrobii kukurydzianej (Maizena)
25g masła (+ 50 g)

wanilię rozcinamy, wydrążamy ziarenka, wszystko wkładamy do garnka i gotujemy z mlekiem; w tym czasie miskujemy dokładnie żółtka, cukier i skrobię tak, aby cukier dokładnie się rozpuścił; zagotowane mleko wlewamy ostrożnie do masy mieszając energicznie, a gdy wszystko się połączy – przelewamy do garnka, gotujemy i cały czas mieszając doprowadzamy do zgęstnienia; przykrywamy ściśle folią spożywczą, odstawiamy na 10 minut, dodajemy 25 g masła dokładnie mieszając, ponownie przykrywamy i chłodzimy; do schłodzonego kremu wmiksowujemy kolejne 50 g miękkiego masła, przekładamy do rękawa cukierniczego, odstawiamy do lodówki;


śliwki w karmelu i sos karmelowy

30 małych śliwek, bez pestek, przekrojonych na pół
pół szklanki cukru
duża łyżka masła
szczypta soli
łyżka wody
mielony cynamon (opcjonalnie do sosu)

na patelni rozpuszczamy masło, dodajemy cukier, sól i wodę, mieszamy tak, aby cukier wchłonął cały płyn, podgrzewamy, aż całość zacznie intensywnie pachnieć i zamieniać się w jasnobursztynowy karmel, dodajemy śliwki, mieszamy delikatnie tak, aby karmel pokrył śliwki nie uszkadzając ich – śliwki powinny zachować fason; od razu zdejmujemy patelnię z ognia, ostawiamy do ostygnięcia nie mieszając już więcej;

tartę wypełniamy kremem waniliowym, układamy śliwki skórkami do dołu; robimy sos karmelowy: pozostały na patelni karmel z sokiem śliwkowym (wrzucone na gorący karmel owoce puściły sok) podgrzewamy mieszając aż cząstki karmelu rozpuszczą się w płynie, a całość zgęstnieje, możemy dodać cynamon; gorącym jeszcze sosem polewamy delikatnie tartę. Przechowujemy w lodówce aż do podania.

Et voila, pyszny ten kompromis!

 

Słodko słony karnawał, czyli… zaczynamy Nowy Rok z przytupem! 15/01/2012

W dzieciństwie karnawał kojarzył mi się z trzema terminami: szkolnym balem, faworkami i moimi urodzinami. To pierwsze otwierało sezon na swawole i pyszności, drugie było hitem moich rodziców od grudnia do lutego, a ostatnie definitywnie zamykało karnawał ocierając się czasem o Wielki Post. Teraz najważniejszym karnawałowym wydarzeniem jest Balonowanie Noworocznych Życzeń, o czym już pisałam w zeszłym roku. Właściwie jest to chyba najwznioślejsze wydarzenie w roku, bo w dużym stopniu determinuje rozwój wypadków w ciągu kolejnych trzystu sześćdziesięciu kilku dni. I tak od kilku lat.

Rok temu, z braku czasu i bieżącej wody, postawiłam na błyskawiczny bufet, tym razem, mając już czas i bieżącą wodę postarałam się trochę bardziej. Po pierwsze: jedzenie. Założenie było takie: im mniej problemu z jedzeniem, tym bardziej zadowoleni goście. Mniej problemu nie oznacza wcale podawania kanapek z szynką i serem. Chodzi o jedzenie, które nie wymaga talerza, łyżki, widelca, noża ani dziadka do orzechów. Inaczej finger food, amuse bouche, jedzenie na jeden kęs, w porywach do dwóch. Po drugie: organizacja. Bo zmęczony gospodarz, to zły gospodarz! Większość tych drobiazgów mogłam zrobić nawet dzień wcześniej, a tuż przed imprezą tylko złożyłam je w całość. Po trzecie: dekoracje. Zakładając, że w moim niedużym salonie musi zmieścić się trzydziestu gości, kilkoro biegających lub pełzających dzieci, szwedzki stół i setka balonów, możliwości dekoratorskie są ograniczone.

Balony muszą być, bo to podstawa naszego święta. W tym roku do baloników przyczepiliśmy ledowe światełka. Napełnione helem balony z migającymi ledami unosiły się pod sufitem i wystarczyło zgasić światło – to była cała dekoracja.  Wysyłając życzenia do spełnienia obserwowaliśmy jak światełka lecą coraz dalej i dalej migając w mroku.


Bufet podzieliłam na dwie części: słoną i słodką, z naciskiem na tę drugą, bo w karnawale cukier jest zdecydowanie królem.
Wszystko, co podałam, było w wersji mini: quiche z porami, francuskie pizze z szynką i serem, roladki z cukinii z kremem cytrynowo-imbirowym, tarteletki z niebieskim serem i gruszką, pierożki ze szpinakiem i fetą, macarons z kremem gruszkowym, macarons kawowe z kremem pralinowym, tartelerki z makiem, malinami i kremem serowym, tarteletki z kremem gruszkowym i truskawkowym diamentem, musy z trzech czekolad, smoothie z mango, truskawek i pomarańczy, a dla nieprowadzących szczęśliwców – bellini.


Teraz część dla wytrwałych – jak to zrobić przy użyciu jednej pary rąk i nie zasnąć z głową w gruszkowym kremie? Zacząć dzień wcześniej, albo rozdysponować uprawnienia (ale z tym drugim zdecydowanie sobie nie radzę). Najlepsza kolejność działań: dwa dni wcześniej zrobić zakupy, dzień wcześniej upiec wszystko, co jest do upieczenia oraz zrobić musy czekoladowe, truskawkowe diamenty, kremy do macarons i cukinii, a w dniu imprezy upiec francuskie pizze, złożyć tarteletki i macarons w całość, w ostatniej chwili zmiksować smoothie oraz bellini… i sącząc szampana czekać na gości. Dziś tylko część przepisów, bo czuję, że i tak pobiję rekord cierpliwości moich czytelników ilością informacji w jednym wpisie…
Do dzieła, na początek miniaturowe wersje quiche z porami (z tej ilości ciasta można również zrobić jedną dużą tartę; trzeba wtedy podwoić ilość nadzienia)


ciasto słone na quiche
225 g mąki pszennej
100 g chłodnego masła, pokrojonego w małe kosteczki
pół łyżeczki soli, zimna woda
mąkę z solą i masłem zagnieść (najlepiej widelcem lub w maszynie, żeby ciasto cały czas pozostało chłodne) do uzyskania konsystencji zacierek; dodać odrobinę zimnej wody, wyrabiać ręką aż uformujemy zgrabną kulkę;
podsypując mąką wałkować ciasto na grubość od 3 mm; przygotować formę do mini tarteletek (proponuję pokrytą powłoką nieprzywierającą) oraz okrągłą foremkę ciastek (lub ausztecher) o średnicy 1-2 cm większej niż pojedyncza foremka na tarteletkę. Wycinać foremką kółka i delikatnie wciskać je do formy na tarteletki, dobrze dociskając dno i boki, starając się zachować tę samą wysokość we wszystkich foremkach; dno każdej tarteletki nakłuć widelcem w kilku miejscach, włożyć do każdej papierową papilotkę (jak do muffinów lub trufli w zależności od wielkości waszej formy), wsypać 2-3 łyżki suchej fasoli i odstawić na godzinę do lodówki;
w tym czasie robimy nadzienie, a w nim:
2 pory (białe części)
30-40 g masła
pół kieliszka białego wina (wytrawne lub półwytrawne)
sól, pieprz
pory kroimy w cieniutkie półksiężyce, podsmażamy na maśle, kiedy zaczną się złocić dodajemy wino, dusimy aż płyn odparuje, solimy, pieprzymy, odstawiamy do schłodzenia; w miseczce mieszamy opakowanie (200 g) gęstej śmietany 22%, 2 jajka, szczyptę soli i pieprz; mieszamy dokładnie.
rozgrzewamy piekarnik do 200 st C, do gorącego piekarnika wstawiamy schłodzone tarteletki, pieczemy 10 minut. Wyjmujemy, ostrożnie usuwamy papilotki z fasolą, dno każdej tarteletki smarujemy odrobiną musztardy z Dijon, kładziemy po łyżce duszonych porów i zalewamy łyżką masy jajeczno śmietanowej; ponownie wstawiamy do piekarnika na 12-15 minut (w zależności od wielkości foremek), schłodzone wyjmujemy z foremek (bo będą nam jeszcze potrzebne!)

Miniaturowe quiche z niebieskim serem i gruszką


orzechowe ciasto słone na quiche (czyli takie, jak wyżej, z małą modyfkacją)
225 g mąki pszennej
25 g mielonych orzechów włoskich
100 g chłodnego masła, pokrojonego w małe kosteczki
pół łyżeczki soli, zimna woda
mąkę z orzechami, solą i masłem zagnieść (najlepiej widelcem lub w maszynie, żeby ciasto cały czas pozostało chłodne) do uzyskania konsystencji zacierek; dodać odrobinę zimnej wody, wyrabiać ręką aż uformujemy zgrabną kulkę;
podsypując mąką wałkować ciasto na grubość od 3 mm; przygotować formę do mini tarteletek (proponuję pokrytą powłoką nieprzywierającą) oraz okrągłą foremkę ciastek (lub ausztecher) o średnicy 1-2 cm większej niż pojedyncza foremka na tarteletkę. Wycinać foremką kółka i delikatnie wciskać je do formy na tarteletki, dobrze dociskając dno i boki, starając się zachować tę samą wysokość we wszystkich foremkach; dno każdej tarteletki nakłuć widelcem w kilku miejscach, włożyć do każdej papierową papilotkę (jak do muffinów lub trufli w zależności od wielkości waszej formy), wsypać 2-3 łyżki suchej fasoli i odstawić na godzinę do lodówki;
teraz nadzienie z:
200 g niebieskiego, miękkiego sera np gorgonzola
200 g śmietany 22%
2 jajek
ząbka czosnku (opcjonalnie)
1 gruszki
ser, jajka, czosnek i śmietanę zmiksować na gładką masę; gruszkę obrać, pokroić w kostki (na jeden gryz, ok 3×3 cm w zależności od wielkości foremek);
rozgrzewamy piekarnik do 200 st C, do gorącego piekarnika wstawiamy schłodzone tarteletki, pieczemy 10 minut. Wyjmujemy, ostrożnie usuwamy papilotki z fasolą, do każdej wkładamy tyle serowej masy, żeby wypełniła je w 3/4, do środka każdej wciskamy kawałek gruszki; pieczemy jeszcze 12-15 minut aż masa na wierzchu będzie złota;

Francuskie mini pizze

… wyszły mi jak brzydactwa w porównaniu z całą resztą, ale daruję im, bo były pyszne; przepis bezczelnie prosty, kupujemy:
opakowanie ciasta francuskiego (lepiej z lodówki niż zamrożone, bo nie trzeba go rozmrażać, a zależy nam na czasie)
czerwone pesto, salsę pomidorową lub ketchup
tarty żółty ser o ostrym smaku (tarty, bo czas, czas!)
kilka plastrów szynki
i jeśli zostanie nam trochę porów w quiche, możemy je również wykorzystać
Na blasze do pieczenia kładziemy papier; z ciasta francuskiego wycinamy foremką koła (lub dowolne kształty, tylko nie za duże), na każdym rozsmarowujemy pesto/salsę/ketchup; w misce mieszamy ser, szynkę pokrojoną w słupki i ewentualnie pory, kładziemy po łyżce na cieście, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st C na kwadrans, aż ciasto urośnie, a wierzch się zezłoci; możemy podawać schłodzone;

Pierożki ze szpinakiem i fetą

… to tak naprawdę nic innego niż moje samosy w wersji, powiedzmy, greckiej. Przepis na ciasto tu, a nadzienie:
duża torebka świeżego szpinaku
kostka (200 g) sera feta
czosnek – 1-3 ząbki
masło, ok 50 g
szpinak myjemy, suszymy; masło rozpuszczamy na patelni, wrzucamy drobno pokrojony czosnek, szpinak i dusimy dodając pokruszoną drobno fetę; zmniejszamy ogień i dusimy aż całość będzie gęsta (sos odparuje); studzimy;
z ciasta na pierożki wycinamy okręgi średnicy szklanki (7-8 cm), w farszu formujemy kuleczkę, wypełniamy pierożek, brzegi wewnątrz smarujemy odrobiną wody, zlepiamy, a falbankę pierogową dekorujemy dociskając ją widelcem. Pierożki układamy na papierze do pieczenia, smarujemy roztrzepanym żółtkiem, pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 st C 20-25 minut aż będą złote; studzimy lub podajemy gorące.

Roladki z cukinii z kremem cytrynowo-imbirowym


na jedną paterę roladek potrzebujemy:
2 sporych cukinii
1/4 szklanki oliwy
2 kremowych serków (w sumie ok 200 g) typu Philadelphia
2-3 łyżek śmietany 22%
1 cytryny
kawałka imbiru (1 cm wystarczy)
ząbka czosnku
soli i pieprzu
cukinie myjemy, odcinamy końce i ostrożnie kroimy w plastry długości cukinii (nie robię tego obieraczką do warzyw, po plastry powinny mieć nawet 0,7-1 cm grubości – będą pieczone)
pędzelkiem smarujemy cukinie oliwą z obu stron, lekko solimy i pieprzymy, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 st C i pieczemy aż będą miękkie, lekko złote, ale nie rozpadające się (ok 10-15 minut), studzimy;
serek kremowy i śmietanę mieszamy w misce, dodajemy świeżo startą skórkę z 1/4 cytryny, tarty imbir, zmiażdżony ząbek czosnku i sól oraz pieprz do smaku; odstawiamy w chłodne miejsce, ale wyjmujemy na godzinę przed dekorowaniem, żeby krem nabrał temperatury pokojowej;
schłodzone plastry rolujemy np dookoła rączki od noża tak, aby środek roladki był pusty; spinamy wykałaczką i stawiamy na paterze; tak przygotowane roladki wypełniamy kremem (najlepiej użyć do tego rękawa cukierniczego z gwiazdkową końcówką lub woreczka na mrożonki naciętego na rogu); ostawiamy w chłodne miejsce aż do podania.

Słodkie tarteletki z…


ano, najpierw bazowy przepis na kruche ciasto, najlepsze, najbardziej kruche, najpyszniejsze, bezproblemowe, idealne. Nie musicie już dalej szukać, Michel Roux wymyślił bezkonkurencyjne, et voila:
250 g mąki pszennej
180 g miękkiego masła
100 g przesianego cukru pudru
szczypta soli
2 żółtka

mąkę, pokrojone w kostkę masło i cukier puder wyrabiamy szybko, dodając sól i żółtka aż uzyskamy gładkie ciasto; jak w przypadku każdego kruchego – im szybciej to zrobicie, tym lepiej; zawijamy w folię spożywczą i wkładamy na godzinę do lodówki;
jeśli chcecie zrobić jednocześnie tarteletki z kremem gruszkowym i tarteletki z makiem – zróbcie podwójną ilość ciasta;

z tym ciastem postępuję dokładnie tak, jak ze słonym ciastem na quiche: wypełniam foremki ciastem (z tą różnicą, że ciasto słodkie jest delikatniejsze, więc wałkuję je nieco grubiej na ok. pół centymetra grubości, tak, aby po upieczeniu nie rozpadło się w rękach – mimo to jest kruchutkie i chrupiące, więc grubość im nie szkodzi; jeśli z tego ciasta chcecie upiec dużą tartę, grubość można zwiększyć nawet do centymetra), nakłuwam dno widelcem, wkładam do środka papierowe papilotki oraz fasolę, odstawiam na godzinę do lodówki, piekę 10 minut w temp. 190 st C, wyjmuję papilotki z fasolą, piekę aż będą złote (8-12 minut), ostawiam do ostudzenia; wyjmuję bardzo ostrożnie i przechowuję w suchym miejscu aż do wypełnienia nadzieniem;

A nadzienie? Teraz najprostsze, z makiem i kremem serowym; natomiast krem gruszkowy opiszę w poście nt macarons, ponieważ to również doskonałe nadzienie do macarons.


przygotowujemy:
konfiturę malinową
masę makową (och, wiem, ale to jedyny półprodukt w moim domu)
250 g serka kremowego typu Philadelphia
70 g masła
1,5 szklanki cukru pudru
100 g sera mascarpone
cytryna lub pomarańcza
wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową – miksujemy serek kremowy, mascarpone i miękkie masło, dodając partiami cukier puder, na koniec ścieramy odrobinę skórki z pomarańczy lub cytryny; ucieramy na gładką masę, chłodzimy;
upieczone tarteletki wypełniamy: łyżeczką konfitury malinowej, łyżką masy makowej, na koniec wyciskamy workiem cukierniczym krem serowy.

Teraz już wiem, dzięki Annie Marii, że macarons to nie wyższa szkoła jazdy, ale o tym w kolejnym wpisie (przyznam, że od czasu, kiedy upiekłam je z sukcesem pierwszy raz, piekę je już kilka razy w tygodniu, z zamkniętymi oczami i z coraz większą przyjemnością ku coraz większemu entuzjazmowi tłumów. Szczególne podziękowania dla wyrozumiałej rodziny na diecie oraz nieustraszonej grupy testerek z Instytutu Włoskiego w Warszawie – ci vediamo presto, ragazze!), bo macarons wymagają dłuższego wstępu.
Ściskam serdecznie wszystkich przyjaciół, dla których kolejny raz organizowałam Balonowanie Życzeń – to dzięki Wam marzenia się spełniają!

 

Żurawiny, choinka i śliwki, czyli… w co opatulić zimowy stół na święta 28/12/2011

W tym roku święta były mało zimowe, ale postanowiłam udawać, że za oknem trzeszczy mróz i leżą tony śniegu. Takie założenie wymaga ocieplenia gniazda dużą ilością świątecznych kolorów! Lubię te świąteczne i ponadczasowe standardy kolorystyczne, czyli złoto, czerwień i zieleń, ale tym razem złoto zastąpiłam śliwkowym fioletem. Dla mnie to kolor równie dystyngowany co złoto. Przygotowując stół na pierwszy dzień świąt (tak, moja kolej!) starałam się, żeby to, co na stole, pasowało do reszty domu. Motywem przewodnim były żurawiny, które znakomicie zastąpiły żywe kwiaty. Robiąc świąteczne zakupy zakochałam się w prawdziwych, ogromnych, mrożonych (!) żurawinach, które czekały na swój dzień w zamrażalniku. W Home&You kupiłam śliwkowy wianek na stół, świece w tym samym kolorze oraz mniejsze świece w kolorze żurawin.


Na zielonym, lekko połyskującym obrusie postawiłam śliwkowy wianek, do którego wstawiłam trzy czerwone świece w kształcie walca.

Po dwóch stronach wianka postawiłam szklane walcowate wazony, nalałam do każdego wody (starając się wyrównać poziom wody do wysokości czerwonych świec po środku stołu), wstawiłam wyższe śliwkowe świece i wsypałam mrożone żurawiny. Owoce są tak lekkie, że unoszą się na poziomie wody tworząc piękne wianki. Można jeszcze przed wrzuceniem żurawin włożyć do wazonów liście ostrokrzewu lub gałązki choinki, ale czasem mniej znaczy więcej i dla mnie ta dekoracja była wystarczająca.

Na moich nowych, pięknych talerzach (Almi Decor, a jakże!) położyłam złożone na pół fioletowe serwetki (tym razem niestety papierowe, ponieważ moich lnianych śliwkowych już nie zdążyłam kupić (koncepcja stołu last minute, ponieważ tradycyjnie złapałam przedświąteczną anginę). Woda w wazonach z żurawinami z każdą godziną robi się coraz bardziej różowa, dzięki czemu dekoracja żyje własnym życiem zmieniając się samoczynnie.


A menu na pierwszy dzień świąt? Prawie tradycyjne: tatar ze śledzia na razowym chlebie, kaczka z kasztanami, pieczone ziemniaki, kapusta z grzybami i… kawał drewna na deser – czyli francuskie świąteczne ciasto, Bûche de Noël, u mnie w wersji czekoladowej z musem z solonego masła i czekolady oraz malinami.

Przepis na czekoladowy biszkopt (taki, który po prostu musi się udać) znajdziecie u nieocenionej Dorotus z Moich Wypieków; Dorota w swojej wersji wypełnia roladę kremem z nutelli, ale chciałam, żeby moje pierwsze podejście do buche było iście we francuskim stylu. A co może być bardziej francuskiego niż karmel z solonego masła? Wypełniłam więc moją buche musem z czekolady i solonego masła, przełamując słodycz kwaśną konfiturą malinową. Nadzienie nadaje się doskonale do musowego tortu, np zmodyfikowanej wersji Czarnego Lasu.

Potrzebujemy:

180 g drobnego cukru

120 g + 460 g śmietanki kremówki 36%

60 g solonego masła (lub zwykłego, wtedy musimy dodać szczyptę soli)

150 g czekolady (minimum 66% kakao)

Cukier uprażyć na sucho w garnku o głębokim dnie, aż zamieni się w karmel; jednocześnie zagrzać 120 g śmietanki; gdy karmel będzie złoto brązowy zacząć po woli wlewać do niego gorącą śmietankę mieszając szybko, na koniec dodać masło (lub masło i sól), wymieszać dokładnie; w metalowej misce lub garnku pokruszyć czekoladę i zalać ją gorącym karmelem, mieszając od czasu do czasu doprowadzić do całkowitego rozpuszczenia i połączenia w jednolity ganache. Ubić 460 g śmietanki na sztywno, 1/3 ubitej śmietanki dodać do ganache, energicznie mieszając; pozostałą część śmietanki wymieszać delikatnie z ganache (najlepiej plastikową lub silikonową szpatułką lub wybierakiem), zaczynając od środka do zewnątrz.

Ostudzone ciasto na roladę rozwinąć, posmarować cienką warstwą konfitury (u mnie malinowa, ale myślę, że pasowałaby również wiśniowa lub pomarańczowa), przełożyć masę czekoladowo karmelową, rozsmarować, zwinąć delikatnie; całość zwinąć ściśle folią spożywczą, można jeszcze zawinąć w ściereczkę, końce związać jak cukierek, odstawić do lodówki na 2 godziny;

po tym czasie (a najlepiej na chwilę przed podaniem) wyjąć ciasto z lodówki, odwinąć z folii, odkroić końce, żeby rolada była równa i udekorować tak, aby wyglądała jak kawałek drewna: moja wersja do drewno pod śniegiem. Do dekoracji użyłam kremu z serka typu Philadelhia i mascarpone:

250 g serka kremowego typu Philadelphia
70 g masła
1,5 szklanki cukru pudru
200 g sera mascarpone

wszystko (w temperaturze pokojowej) zmiksowałam na gładką masę, nałożyłam szprycą na ciasto, widelcem narysowałam korę i słoje, posypałam odrobiną kakao, żeby faktura była bardziej widoczna; ciasto jest duże i ciężkie, więc najlepiej dekorować je bezpośrednio na talerzu dekoracyjnym – tym, który postawimy na stole; żeby nie pobrudził się przy dekorowaniu, pustą powierzchnie zabezpieczam folią spożywczą i zdejmuję ją już po dekoracji. Francuzi dekorują swoje buches figurkami: choinkami, Mikołajami itp, mojej buche musiał wystarczyć… mój podpis.

Zapraszam do stołu!

 

Piernikowe święta, czyli… dla takich chwil warto żyć 16/12/2011

celebracje obudziły się z jesiennego snu, w przeciwieństwie do niedźwiedzi! Bo ktoś musi pracować, żeby ktoś inny mógł spać. Wracam do Was z moimi ukochanymi piernikami, które produkowałam bez wytchnienia od listopada. Teraz czas pakować i rozwozić. Oddaję głos moim tegorocznym gwiazdom (sercom, choinkom i całej reszcie), mam nadzieję, że zainspirują Was do zrobienia własnych i obdarowania tych, których kochacie! Wszystkie przepisy (na ciasto, lukier zwykły i królewski) można znaleźć w moim zeszłorocznym piernikowym wpisie.

Och, jak dobrze być tu znów z Wami!

… miłego piernikowania!