Celebracje.pl

… strona dla miłośników świętowania z okazji lub bez :)

3, 2, 1… oficjalne otwarcie sezonu piernikowego! 18/11/2012

20121118-171701.jpg

… choć powyżej to tylko półprodukt, melduję posłusznie, że na dobre ogarnęła mnie piernikowa gorączka. W tym roku trochę ułatwiłam sobie pracę, bo linia produkcyjna zdaje się nie mieć końca (7 kilo ciasta na pierniki… i chyba jeszcze trochę dorobię!). Ciąg dalszy zdecydowanie nastąpi!

20121118-172712.jpg

20121118-172744.jpg

20121118-172754.jpg

 

Menu na miarę rocznicy ślubu, czyli jak świętujemy trzydzieści lat później 23/03/2011

Trzydzieści lat temu pobrali się teściowie mojej bohaterki, Moniki. Piękna biała suknia, pantofelki na szpilce, obowiązkowa modna mucha i… wesele na kartki! Dlatego postanowiłam przygotować kolację na miarę naszych czasów: nasi goście uwielbiają francuską kuchnię i dobre wino, więc będzie wino i francuskie klasyki z polskimi akcentami.

Na przystawkę podałyśmy zmodyfikowaną wersję słynnej Vichychoisse – zwykle podawanej na zimno, u nas w wersji zimowej, z białym winem i chrupiącym boczkiem.

krem z porów z białym winem i pieczonym boczkiem

5 porów
1 cebula
2-3 obrane ziemniaki
1/2 szklanki białego wytrawnego wina
2 szklanki bulionu drobiowego lub warzywnego
1 szklanka mleka
1/2 szklanki śmietany 30%-36%
biały pieprz, sól, gałka muszkatołowa
po 1 plasterku boczku wędzonego na porcję

5 dorodnych porów oczyścić i odkroić zielone części, a białe pokroić w plasterki; jedną dużą cebulę pokroić w drobną kostkę;
na patelni rozpuścić 50 g masła, poddusić pory i cebulę uważając, aby warzywa pozostały białe, doprawić solą i pieprzem, zalać 1/2 szklanki białego wina. Dodać dwa – trzy pokrojone w kostkę ziemniaki oraz dwie szklanki wywaru drobiowego lub warzywnego, zagotować. Dodać szklankę mleka oraz pół szklanki śmietanki kremówki, zagotować, zmiksować i doprawić solą, białym pieprzem i świeżo tartą gałką muszkatołową.
W gorącym piekarniku upiec na chrupko kilka plasterków wędzonego boczku, zupę podawać przybraną płatkami pieczonego boczku i gałązką pietruszki lub selera.

Danie główne to dziś wołowina po burgundzku. Kilka ważnych wskazówek od mojego ulubionego francuskiego kucharza (merci, Loic!): rodzaj mięsa ma znaczenie – nie używajcie dobrego mięsa do krótkiej obróbki (polędwicy, rostbefu), tylko części mocno przerośniętych, my użyłyśmy karczka wołowego – po kilkugodzinnym gotowaniu jest miękki i rozpływa się w ustach. Druga wskazówka: na dzień przed gotowaniem zalejcie pokrojoną wołowinę winem – dzięki temu mięso skruszeje i przejdzie smakiem wina.  Trzecia wskazówka: nie używajcie do gotowania najlepszego burgunda, jaki wpadnie Wam w ręce – bardzo dobrze nadają się wytrawne wina hiszpańskie i chilijskie (ja używam Carmanere); burgunda wypijcie do obiadu!

Wołowina po burgundzku z pieczonymi ziemniakami

1 kg przerośniętej wołowiny (do długiego gotowania; nie wybierajmy mięsa na steki!)
200 g wędzonego boczku
50 g słoniny
ok. 20-25 szalotek lub małych cebulek
3 marchewki
świeży tymianek
20-25 małych pieczarek
1,5 butelki czerwonego wytrawnego burgunda (ale może być również chilijskie Carmanere)
kieliszek (100 ml) żubrówki
opcjonalnie: wywar wołowy do podlania
smalec gęsi lub zwykły
sól, pieprz, liść laurowy

jeśli macie nieco więcej czasu, najlepiej na dzień przed przygotowaniem potrawy, pokroić mięso w kostki (ok. 4 cm na 4 cm), marchew z plastry i zalać to wszystko butelką czerwonego wina; przed podsmażaniem odsączyć mięso i marchew, osuszyć mięso, pozostawić wino do sosu;
Na patelni zrumienić drobno pokrojoną słoninę i boczek krojony w małą kostkę, aż boczek będzie lekko chrupiący; pozostawić wytopiony tłuszcz na patelni, boczek i słoninę odłożyć na bok; na wytopionym tłuszczu usmażyć na złoto cebulki lub szalotki (szalotki najlepiej podzielić na mniejsze segmenty obierając je ze skórki aż same podzielą się na części), odłożyć cebulki na bok; na tym samym tłuszczu smażyć partiami wołowinę pokrojoną w kostkę (jw), dodając w razie potrzeby odrobinę smalcu; podsmażone z każdej strony mięso przekładamy do dużego, najlepiej żeliwnego garnka (cocotte); całość podsypać łyżką mąki pszennej, dodać usmażony boczek i słoninę, listek laurowy, sól, pieprz, gałązkę tymianku i czerwone wino (pozostawiając jednak szklankę); pozostałości na patelni zdeglasować żubrówką (zalać i podgrzewając na dużym ogniu połączyć resztki z dna patelni z tłuszczem i alkoholem), przelać całość do wołowiny; sprawdzić, czy mięso jest dokładnie przykryte płynem – jeśli nie, dodajemy wywar wołowy; przykrawamy pokrywką i gotujemy na małym ogniu ok. 2.5-3 godziny (możemy wstawić naczynie do gorącego piekarnika uważając, aby sos lekko bąbelkował); na godzinę przed podaniem dorzucamy pokrojoną w plasterki marchew, a na pół godziny przed końcem – podsmażone cebulki, możemy też dolać wina, jeśli jest za mało sosu. Tuż przed podaniem rumienimy kapelusze pieczarek na odrobinie masła i dodajemy do wołowiny;

najlepiej podawać z podsmażonymi na gęsim tłuszczu ziemniakami z czosnkiem i natką pietruszki.

macie jeszcze ochotę na deser? Tarta czekoladowa jest wytrawna, więc dobrze zrobi jej towarzystwo kwaśnych (maliny) i słodkich (gruszki) owoców oraz porto.

Tarta z gorzkiej czekolady z sosem malinowym i karmelizowanymi gruszkami z porto

kruche ciasto:
250g mąki pszennej
125 g masła
70 g cukru
1 jajko
szczypta soli
łyżeczka kwaśnej śmietany

nadzienie czekoladowe:
3 całe jaja + 3 żółtka
300 ml śmietanki 30%
80 g masła
40 g cukru
300 g czekolady (minimum 70% kakao)

sos malinowy
200 g mrożonych malin
2 łyżki cukru

karmelizowana gruszka w porto
2 gruszki
łyżka masła, łyżka cukru
chlust porto

Z mąki, pokrojonego w kostkę masła, cukru, jaja, soli i śmietany zagnieść szybko ciasto, zrobić z niego kulkę, zawinąć w folię spożywczą i włożyć na godzinę do lodówki;
nagrzać piekarnik do 180 st C. Rozwałkować ciasto i przełożyć do formy do pieczenia tak, aby boki ciasta były dość wysokie (ok. 5 cm); nakłuć ciasto w kilku miejscach widelcem, położyć na nim papier do pieczenia i wysypać torebkę suszonej fasoli; w ten sposób podczas pieczenia ciasto pozostanie płaskie; piec 20 minut aż brzegi ciasta będą lekko złote; wyjąć z piekarnika;
pokroić czekoladę w mniejsze kawałki; w garnuszku zagotować śmietankę, a gdy zacznie bulgotać, zdjąć z ognia i rozpuścić w niej czekoladę oraz masło; wymieszać dokładnie, przestudzić aż masa będzie lekko ciepła; w misce ubić całe jaja i żółtka z cukrem, wymieszać z czekoladą, ostrożnie przelać na popieczony spód ciasta, piec 20 minut w temp. ok. 160 st C, ostudzić i przed podaniem schłodzić w lodówce;

mrożone maliny zmiksować z cukrem (można dodać odrobinę wina musującego), przetrzeć przez sito, żeby pozbyć się pestek;

gruszki obrać, przekroić na połówki, wydrążyć gniazda nasienne, pokroić w plasterki; roztopić na patelni masło, położyć ostrożnie plasterki gruszki, podsypać cukrem i smażyć aż cukier zacznie karmelizować; skropić odrobiną porto tuż przed podaniem;

schłodzoną tartę kroimy na kawałki, każdy talerz dekorujemy sosem malinowym i kilkoma plasterkami karmelizowanych gruszek.

Stół i dekoracje

Punktem wyjściowym do dekoracji były talerze z Włocławka, które teściowie Moniki dostali w prezencie ślubnym trzydzieści lat temu. Zastawa jest w doskonałym stanie i wygląda naprawdę pięknie. Kontrastem do biało-błękitnych talerzy jest intensywna zieleń – postanowiłam odświeżyć rodzinne pamiątki eksponując je w zupełnie nowy sposób.

Stół nakryłam lekko połyskującym zielonym obrusem, na którym stanęły tzw serving plates, czyli talerze, które ustawiamy na stole przed przyjściem gości i towarzyszą nam aż do deseru – to elegancka wersja zwykłych podkładek pod talerze, dodatkowo chroniąca obrus przed poplamieniem. Serwetki kremowe, z haftowanej organdyny – wiem, nietypowe, ale wyglądają bardziej dekoracyjnie niż zwykłe bawełniane czy jedwabne.  Kieliszki: większe do czerwonego, mniejsze do białego wina. Jeśli decydujecie się na jeden model kieliszków, warto kupić od razu cały arsenał: do wina białego, czerwonego i do wody (największy rozmiar). Sztućce: bistro, drewniane.

Kwiaty – tym razem zdecydowanie weselne i wiosenne: tulipany, zielone goździki i kremowe róże w formie wianka, do którego wstawiłam szklany świecznik z zieloną świecą; dodatkowo w dwóch cynowych świecznikach stanęły większe świece bryłowe.

Żeby podkreślić weselny charakter kolacji, krzesła udekorowałam kokardami z białej flizeliny (po ok. 2,5 m na jedno krzesło, wystarczy je związać i nadać kształt welonu).

Et voila!

Kwiaty: studio florystyczne FioriFiori

Obrus i serwetki: Home & You

Serving plates: melamina, hurtownia florystyczna, źródło własne

Talerze: Włocławek, prezent ślubny

Sztućce: Almi Decor, prezent ślubny

Kieliszki: Irena seria Ballet

Świeczniki cynowe: Almi Decor

Flizelina: hurtownia florystyczna

 

Menu na miarę zaręczyn, czyli jak sprawić, żeby powiedziała „tak”…


Oświadczyny to poważne przedsięwzięcie dla każdego mężczyzny. Choć mój bohater, Krzysztof, to prawdziwy wojownik, wyprawa po pierścionek okazała się trudniejsza niż zakładał. Pierwszy problem: jak zmierzyć właściwy palec wybranki tak, aby nie domyśliła się zamiarów? Proste: poczekać aż ukochana zaśnie słodkim snem, przyłożyć do jej palca suwmiarkę, zapisać wynik pomiaru. Większym hazardem był rodzaj pierścionka: srebro, żółte złoto, a może białe? Krzysztof dokładnie przyjrzał się biżuterii przyszłej narzeczonej i doszedł do wniosku, że białe złoto będzie najbardziej odpowiednie. Wreszcie podstawowe pytanie: co podać na romantyczną kolację dwojgu kulturystom na ścisłej diecie?!
Postanowiłam, że najlepsza będzie kuchnia orientalna: kolorowa, aromatyczna i zdrowa. Nawet tak uroczysty wieczór nie zniweczy wielomiesięcznych przygotowań Krzysztofa do zawodów! Do dzieła…


Na przystawkę podaliśmy
Wołowinę w sosie pomarańczowym z imbirem i świeżym szpinakiem

250 g polędwicy wołowej
świeży szpinak (po garści na porcję)
1 marchewka
świeży imbir, ok. 3 cm
1 pomarańcza, sparzona
1 miękkie mango, obrane, pokrojone w plasterki
olej sezamowy
sól, pieprz
opcjonalnie: ziarno sezamu, kiełki fasoli

Polędwicę oczyścić, pokroić w paseczki, marchew obrać, pokroić w cienkie słupki (julienne), imbir obrać i zetrzeć na tarce, dodać skórkę startą z połowy pomarańczy oraz sok z całej pomarańczy, wymieszać, skropić odrobiną (łyżeczką) oleju sezamowego, odstawić do lodówki na dwie do sześciu godzin.
Tuż przed podaniem przełożyć umyty szpinak na talerze. Rozgrzać wok (lub patelnię, bez dodatku tłuszczu), przełożyć mięso i marchew razem z zalewą, smażyć 3-4 minuty aż mięso będzie gotowe, na koniec doprawiając solą i pieprzem; całość przełożyć na szpinak, polać sosem z woka, udekorować plasterkami mango. Można doprawić prażonym ziarnem sezamu lub kiełkami fasoli.

Główne danie wylądowało na stole w woku

Zielone stir fry z cytrynowym kurczakiem

duża pierś z kurczaka
2-3 ząbki czosnku
1 cytryna, sparzona
mała papryczka chilli
świeży imbir, ok. 2 cm
1 cebula
1 duży por
1 duża cukinia
świeża kolendra
1 pęczek dymki
opcja: pół kieliszka białego wina, półsłodkiego

Pierś kurczaka umyć, pokroić w cienkie paski. Dodać drobno krojoną chilli oraz czosnek, obrany i starty imbir, drobno startą skórkę oraz sok z cytryny, doprawić solą i pieprzem. Wszystko dokładnie wymieszać i odstawić na dwie godziny do lodówki.
Pokroić cebulę w pióra, cukinię w słupki, pora w półksiężyce. Kolendrę i dymkę drobno posiekać (dodamy je na samym końcu).
Na 10 minut przed podaniem rozgrzać wok, przełożyć mięso z zalewą, podsmażyć aż kurczak lekko się zetnie, dorzucić warzywa, podlać winem, doprawić solą i pieprzem. Gdy mięso będzie gotowe, posypać danie kolendrą i dymką, podać na stół w woku.

No a deser… choć krem z zielonej herbaty jest pyszny, tym razem chodziło głównie o efekt – poza typowym deserem, na talerzach położyłam ciasteczka z wróżbą. Wróżba była kuluminacyjnym punktem wieczoru, bo do środka włożyliśmy pierścionek zaręczynowy od Krzysztofa dla Agnieszki.

Krem z zielonej herbaty podany na musie z mango

4 łyżki zielonej herbaty w liściach (my użyliśmy zielonej herbaty ze skórką pomarańczy i kwiatem bławatka)
300 ml śmietany kremówki (30-36%)
150 ml mleka 3,2%
6 łyżek cukru
3 łyżeczki żelatyny
1 dojrzałe mango
opcja: sok z cytryny

Śmietankę, mleko, cukier i herbatę gotujemy mieszając aż pojawią się pierwsze bąbelki (nie doprowadzając do wrzenia), odstawiamy na kwadrans, aby herbata zaparzyła się dobrze. Przecedzić płyn przed drobne sito, przelać do garnka; żelatynę rozpuścić w 3 łyżkach ciepłej wody, poczekać, aż napęcznieje, dodać do śmietanki i całość delikatnie podgrzewać mieszając, aż żelatyna rozpuści się w płynie. Na koniec przecedzić raz jeszcze przez sito, żeby pozbyć się resztek nierozpuszczonej żelatyny. Masę przelać do foremek i odstawić do lodówki na minimum 3 godziny.
Mango zmiksować na gładki mus, można doprawić odrobiną soku z cytryny, jeśli mus jest za słodki.
Krem wyjąć delikatnie z foremek (znakomicie nadają się do tego foremki silikonowe), udekorować musem z mango.

Do kolacji podaliśmy białe wino mozelskie.

Stół i dekoracje


Krzyś i Aga mają ładny, drewniany stół, którego nie chciałam przykrywać w całości. Po środku położyłam lniany bieżnik w kolorze śliwki. Talerze – duże, czerwone, okrągłe. Matowe sztućce ze stali oraz pałeczki (do wyboru) – te ostatnie położyłam na serwetkach z surowej bawełny i owinęłam organdynową wstążką. Prosta kompozycja kwiatowa w czarnej kamionkowej misie. Ponieważ chciałam połączyć elementy wszystkich żywiołów, całość zwieńczyłam świecami pływającymi w małych miseczkach. Prosto, ale romantycznie. Dowód? Agnieszka powiedziała TAK!

Kwiaty: studio florystyczne FioriFiori.pl

Talerze i miski okrągłe: Home & You

Talerze prostokątne: Duka

Bieżnik: Almi Decor

 

Zarezerwujcie tę datę… czyli po co nam save-the-date? 11/10/2010

… nie, nie wychodzę za mąż! Ale jeśli zamierzacie się pobrać w gorącym ślubnym sezonie, warto pomyśleć o save-the-date.

Zarezerwowaliście miejsce ceremonii i wesela, czyli znacie już datę. Do ślubu zostało sześć do dwunastu miesięcy. Zaproszenia wyślecie do trzech miesięcy przed ślubem i do końca będziecie czekać niecierpliwie na potwierdzenia. Co zrobić, żeby data Waszego ślubu nie kolidowała z innymi planami gości? Zarezerwujcie ten dzień dla siebie!

Jak to działa?

Załóżmy, że pobieracie się w lipcu 2011 roku. Lipiec to typowy urlopowy miesiąc, więc już na początku przyszłego roku wiele osób zacznie planować wakacje. Zbliża się Gwiazdka, idealny czas na wysłanie save-the-date. Najprościej będzie wysłać kartki świąteczne do gości weselnych załączając krótką informację o dacie ślubu. Save-the-date to zwyczaj anglosaski – w USA i Anglii przyjął się jako przedślubny must-have, czyli część ślubnej oprawy. Najprostsza forma to jednostronna karta ze zdjęciem młodych (coraz częściej zdjęcia pochodzą z tzw sesji narzeczeńskich – polscy fotografowie mają już w swojej ofercie specjalne pakiety), datą ślubu i krótkim tekstem (np „zarezerwujcie tę datę” lub „pobieramy się”). Taką informację możecie wydrukować sami lub zamówić w firmie drukującej zaproszenia. Ale co zrobić, żeby Wasi goście nie zawieruszyli tej bezcennej informacji pomiędzy rachunkami za gaz?

Magnes save-the-date

… jeśli będzie ładny i z Waszym zdjęciem – gwarantuję, że każdy obdarowany chętnie go zatrzyma – niekoniecznie na lodówce, poręczny format zmieści się do portfela lub albumu ze zdjęciami. Zanim zdecydujecie się na magnes, sprawdźcie, kto i za jaką cenę może Wam go przygotować. Przejrzyjcie też gotowe projekty w internecie (polecam serwisy z USA), poszukajcie inspiracji. Im prościej, tym lepiej szczególnie, jeśli magnes ma być nieduży (te, które projektowałam, miały nie więcej niż 5 cm x 5 cm). Pamiętajcie, że zdjęcie użyte do projektu powinno spełniać pewne wymogi: duża rozdzielczość (czyli 150-300 dpi), w miarę duży kontrast, bliski kadr Waszych twarzy i proste tło (bez szczegółów typu telewizor, papuga w klatce, wzorzysta tapeta). Jeśli macie program graficzny typu Photoshop czy Corel, spróbujcie zrobić projekt sami, pamiętając o próbnym wydruku (kolory na monitorze różnią się od tych w druku). Firmy robiące magnesy w małym nakładzie znajdziecie na serwisach aukcyjnych.

Zakładki save-the-date

… to opcja dla uzdolnionych manualnie, bo możecie przygotować je sami – przygotowujecie kartoniki o długości ok. 25 cm i szerokości zakładki do książek (może być dowolny wydłużony kształt – prostokąt, krawat, proporczyk itp), na końcu wycinacie dziurkaczem kółko, przez które przewlekacie ozdobną tasiemkę; drukujecie dowolny tekst na podłużnych kawałkach papieru i naklejacie na zakładki – voila!

Inne save-the-date

… czyli, jeśli chcecie zrobić duże wrażenie większym kosztem: bombki choinkowe z datą ślubu i Waszymi imionami (ale pamiętajcie, że powiszą do Trzech Króli, a potem trafią do pudełka!), kubki ceramiczne ze zdjęciem i tekstem, długopisy (najprościej zamówić w wyspecjalizowanych firmach produkujących prezenty reklamowe), kalendarze (z opcją cały rok na jednej stronie; główką kalendarza może być zdjęcie z sesji przedślubnej, a data ślubu zakreślona kółkiem na czerwono).

Nie polecam wysyłania powiadomień mailem – pamiętajcie o ślubnej etykiecie (o której będzie nieco więcej nieco później – stay tuned!).

Do dzieła!

magnes po środku: www.celebracje.pl

pozostałe save-the-date: Little Gems Weddings Stacy’s Creations Cards by Beach Combers Especially Made

 

Z ziemi włoskiej do Polski, czyli… 20/07/2010

o tym, jak pewnego gorącego lipcowego dnia pogodziliśmy polską gościnność z włoską fantazją…

Jak, w telegraficznym skrócie, opisać dzień, na który czekałyśmy całe życie? Zbieram się do tego od dwóch tygodni.

Gosia i Franco to piękna, polsko – włoska para. Gonia jest naszą śródziemnomorską perłą, która dziwnym zbiegiem okoliczności trafiła między bursztyny. Ma włoski temperament, wielkie gorące serce, ułańską fantazję (chociaż to ostatnie zdecydowanie polskie) i od małego czuła, że jej miejsce jest gdzieś tam, na południu. A Franco, jak przypuszczam, latami ukradkiem zerkał na północny wschód, by w końcu ich spojrzenia się spotkały… i prrrrr szalona, tyle tytułem wstępu, bo wyjdzie mi z tej pięknej historii kubańska telenowela!

Państwo Młodzi postanowili pobrać się w Polsce, co okazało się prawdziwym wyczynem formalno – logistycznym. Organizowanie ślubu na odległość, przetransportowanie i ugoszczenie trzydziestu radosnych Włochów, sala weselna w remoncie (którego żaden gość weselny nie zauważył), a wszystko wyszło idealnie.

Ślub odbył się 10 lipca 2010 r w warszawskim kościele seminaryjnym na Krakowskim Przedmieściu, celebrowany w dwóch językach przez polskiego księdza. Na miejsce do świętowania młodzi wybrali Stary Młyn w Miedzeszynie, położony w sąsiedztwie Radości, skąd pochodzi Panna Młoda.

1. KOLORY


Każdy ślub powinien mieć swoją własną paletę, wokół której budujemy atmosferę. Gosia uwielbia róż, a pamiętając o panu młodym, dodaliśmy do różu męski element – brąz. Wyszło nam z tego smakowite połączenie maliny z czekoladą. Mmmniam. W oparciu o ten pomysł powstawały magnesy save-the-date dla gości weselnych, zaproszenia w stylu retro, tradycyjne bomboniery dla gości z Włoch, menu, wreszcie kwiaty i dekoracje weselne. Wszystko to pięknie kontrastowało z tradycyjną bielą i elementami złota.

Stary Młyn to sala w wyjątkowo ludowym stylu, pełna kolorów, drewna i stałych elementów dekoracyjnych. Franco chciał zachować ten charakter, Gosi zależało na podkreśleniu eleganckiej, weselnej atmosfery. Jak to pogodzić? W części zamkniętej ustawiono okrągłe stoły na osiem do jedenastu osób, stół Państwa Młodych postawiono na podświetlanym materiałowym tle w kolorze ecru. Bazą dekoracyjną były białe obrusy, kremowe skirtingi oraz pokrowce na krzesła ze złotymi kokardami, a mocnym akcentem ciemno różowe dekoracje kwiatowe i światło punktowe w kolorze magenty. Część tarasowa została udekorowana drapowaną tkaniną w kolorze ecru, dodatkowo podświetlona magentą, co dało piękny, romantyczny efekt.

2. KWIATY

Piwonie od początku były marzeniem Gosi, więc stanowiły podstawę jej bukietu oraz wszystkich dekoracji kwiatowych w Młynie. Przed rozmową z florystą warto przeczesać zdjęcia bukietów w internecie, co robiłyśmy bez opamiętania przez ostatnie miesiące. Na szczęście piwonie w lipcu można znaleźć – te do weselnych dekoracji przyjechały na zamówienie z Holandii. Nasze zdolne florystki kupiły część piwonii na tydzień przed weselem, żeby kwiaty ładnie się rozwinęły. Do tego dodały róże, goździki i frezje, w różnych odcieniach różu.

... a po środku szpieg z celebracje.pl :)

Na stołach z zimnym bufetem ustawiliśmy wysokie wazony (ok. 80 cm wysokości) wypełnione wodą, z zatopionymi kwiatami, całość została udekorowana kryształkami. Pomiędzy wazonami stanęły świece, których światło idealnie odbijało się w kryształkach i wodzie.

 

3. STOŁY

Przed salą weselną ustawiliśmy tablicę z planem usadzenia gości. Przy trzynastu stołach weselnych to tzw must have, bez tego goście się pogubią. Każdy stół nosił nazwę polskiego lub włoskiego miasta. Gosia uprościła nieco kwestię przydziału miejsc, przydzielając każdy stół konkretnej grupie gości, która sama wybierała sobie miejsca przy stole. Dzięki temu wystarczyło postawić na stole listę gości, a nie indywidualne wizytówki.

Na stołach stanęło również menu w odpowiednim dla gości języku oraz  niespodzianka – prezent od Państwa Młodych. Gosia i Franco od niedawna produkują własną oliwę z oliwek – pyszną, aromatyczną i zieloną. Najlepszą pamiątką dla gości weselnych była zatem buteleczka z oliwą. Butelki ubrałam w złotą taftę i biały tiul, okleiłam etykietą ślubną ze zdjęciem młodych.

cdn…!

 

Witajcie po radosnej stronie życia… 27/05/2010

Bardzo się cieszę, że znalazłam tu wreszcie trochę miejsca dla siebie. Dotąd istniałam w tym drugim, równoległym świecie… Tak! To tam, gdzie ludzie są miękcy i ciepli, psy mają zimne nosy, a dom pachnie kompotem z rabarbaru.

Idea Celebracji jest prosta – każdy dzień może być okazją do świętowania i tylko od nas zależy, jakie święto sobie urządzimy. Mam nadzieję, że ta strona będzie dla Was inspiracją (w miarę zapełniania jej moimi pomysłami… bardzo proszę o cierpliwość).

Aaaha. Dziękuję wszystkim, którzy tak dzielnie naciskali, żebym wreszcie zabrała się do kontynuowania dzieła mojego życia. Melduję, że kontynuuję!