Celebracje.pl

… strona dla miłośników świętowania z okazji lub bez :)

Piernikowe szczęście, czyli o wpływie korzeni na ośrodkowy układ nerwowy! 20/11/2012

… a w skrócie: przegoń jesienną depresję zapachem pierników.

celebracjepl-pierniczek-gwiazdka-niebieska

celebracjepl-pierniczek-ryba

celebracjepl-pierniczek-wieza-eiffla-petit-pain-depices-tour-eiffel

Choć nie obwieszam jeszcze domu światełkami, wiankami  i bożonarodzeniową chińszczyzną, to uważam, że nie ma lepszego sposobu na szary listopad niż rozjaśnienie go grudniową aurą. W ogóle listopad najchętniej wykreśliłabym z kalendarza, nie pasuje mi do całej reszty roku.

celebracjepl-pierniczek-malowany-kwiaty

Dlatego piernikować zaczynam już teraz i będę moich cierpliwych czytelników zasypywać piernikami aż do 23 grudnia (przy moim aktualnym trybie życia i braku snu kalkuluję, że 24 grudnia będę leżeć pod choinką bez życia zasypana stertą pierników i – mam nadzieję – prezentów).

celebracjepl-pierniczek-gwiazdka-biala-srebrny-koralik

Poniżej moje wczorajsze piernikowe twory, oczywiście nie zabrakło moich ulubionych pierników witrażowych – zdecydowanie wolę ich w ogóle nie dekorować, bo najładniejsze są bez dekoracji. Więcej pomysłów na moje piernikowe święta znajdziecie również w najnowszym numerze magazynu Przebieralnia.

Przepis na moje pierniki (pierniki, pierniki witrażowe oraz na lukier królewski i zwykły) znajdziecie tu.

 

3, 2, 1… oficjalne otwarcie sezonu piernikowego! 18/11/2012

20121118-171701.jpg

… choć powyżej to tylko półprodukt, melduję posłusznie, że na dobre ogarnęła mnie piernikowa gorączka. W tym roku trochę ułatwiłam sobie pracę, bo linia produkcyjna zdaje się nie mieć końca (7 kilo ciasta na pierniki… i chyba jeszcze trochę dorobię!). Ciąg dalszy zdecydowanie nastąpi!

20121118-172712.jpg

20121118-172744.jpg

20121118-172754.jpg

 

Pierwszy mróz… czyli pierwsze mroźne pierniczki w tym roku! 02/11/2012

 

Wiem, wiem, jestem w tym roku wyjątkowo niecierpliwa i z przygotowaniem ciasta na pierniczki po prostu nie mogłam czekać do 11 listopada tym bardziej, że co roku pierników robię coraz więcej i więcej. Z czasem piernikowanie stało się poważnym logistycznym przedsięwzięciem, równie starannie zaplanowanym, co artystycznym. Ciasto powstało z mojego niezawodnego przepisu, teraz spokojnie sezonuje w lodówce, ale na pieczenie i dekorowanie będę musiała jeszcze trochę poczekać.

Pierwszy prawdziwy śnieg i konkurs na dekorowane ciasteczka w tortownia.pl obudziły jednak we mnie ducha piernikowej wróżki i w ten sposób powstały moje pierwsze w tym roku próbne pierniczki. Inspiracją do tej koronkowej dekoracji były rysunki na moich oknach, które zostawił mróz podczas pierwszej naprawdę zimowej nocy.

Obawiam się, że teraz już nic mnie nie powstrzyma przed oficjalnym rozpoczęciem sezonu piernikowego…

 

Słodko słony karnawał, czyli… zaczynamy Nowy Rok z przytupem! 15/01/2012

W dzieciństwie karnawał kojarzył mi się z trzema terminami: szkolnym balem, faworkami i moimi urodzinami. To pierwsze otwierało sezon na swawole i pyszności, drugie było hitem moich rodziców od grudnia do lutego, a ostatnie definitywnie zamykało karnawał ocierając się czasem o Wielki Post. Teraz najważniejszym karnawałowym wydarzeniem jest Balonowanie Noworocznych Życzeń, o czym już pisałam w zeszłym roku. Właściwie jest to chyba najwznioślejsze wydarzenie w roku, bo w dużym stopniu determinuje rozwój wypadków w ciągu kolejnych trzystu sześćdziesięciu kilku dni. I tak od kilku lat.

Rok temu, z braku czasu i bieżącej wody, postawiłam na błyskawiczny bufet, tym razem, mając już czas i bieżącą wodę postarałam się trochę bardziej. Po pierwsze: jedzenie. Założenie było takie: im mniej problemu z jedzeniem, tym bardziej zadowoleni goście. Mniej problemu nie oznacza wcale podawania kanapek z szynką i serem. Chodzi o jedzenie, które nie wymaga talerza, łyżki, widelca, noża ani dziadka do orzechów. Inaczej finger food, amuse bouche, jedzenie na jeden kęs, w porywach do dwóch. Po drugie: organizacja. Bo zmęczony gospodarz, to zły gospodarz! Większość tych drobiazgów mogłam zrobić nawet dzień wcześniej, a tuż przed imprezą tylko złożyłam je w całość. Po trzecie: dekoracje. Zakładając, że w moim niedużym salonie musi zmieścić się trzydziestu gości, kilkoro biegających lub pełzających dzieci, szwedzki stół i setka balonów, możliwości dekoratorskie są ograniczone.

Balony muszą być, bo to podstawa naszego święta. W tym roku do baloników przyczepiliśmy ledowe światełka. Napełnione helem balony z migającymi ledami unosiły się pod sufitem i wystarczyło zgasić światło – to była cała dekoracja.  Wysyłając życzenia do spełnienia obserwowaliśmy jak światełka lecą coraz dalej i dalej migając w mroku.


Bufet podzieliłam na dwie części: słoną i słodką, z naciskiem na tę drugą, bo w karnawale cukier jest zdecydowanie królem.
Wszystko, co podałam, było w wersji mini: quiche z porami, francuskie pizze z szynką i serem, roladki z cukinii z kremem cytrynowo-imbirowym, tarteletki z niebieskim serem i gruszką, pierożki ze szpinakiem i fetą, macarons z kremem gruszkowym, macarons kawowe z kremem pralinowym, tartelerki z makiem, malinami i kremem serowym, tarteletki z kremem gruszkowym i truskawkowym diamentem, musy z trzech czekolad, smoothie z mango, truskawek i pomarańczy, a dla nieprowadzących szczęśliwców – bellini.


Teraz część dla wytrwałych – jak to zrobić przy użyciu jednej pary rąk i nie zasnąć z głową w gruszkowym kremie? Zacząć dzień wcześniej, albo rozdysponować uprawnienia (ale z tym drugim zdecydowanie sobie nie radzę). Najlepsza kolejność działań: dwa dni wcześniej zrobić zakupy, dzień wcześniej upiec wszystko, co jest do upieczenia oraz zrobić musy czekoladowe, truskawkowe diamenty, kremy do macarons i cukinii, a w dniu imprezy upiec francuskie pizze, złożyć tarteletki i macarons w całość, w ostatniej chwili zmiksować smoothie oraz bellini… i sącząc szampana czekać na gości. Dziś tylko część przepisów, bo czuję, że i tak pobiję rekord cierpliwości moich czytelników ilością informacji w jednym wpisie…
Do dzieła, na początek miniaturowe wersje quiche z porami (z tej ilości ciasta można również zrobić jedną dużą tartę; trzeba wtedy podwoić ilość nadzienia)


ciasto słone na quiche
225 g mąki pszennej
100 g chłodnego masła, pokrojonego w małe kosteczki
pół łyżeczki soli, zimna woda
mąkę z solą i masłem zagnieść (najlepiej widelcem lub w maszynie, żeby ciasto cały czas pozostało chłodne) do uzyskania konsystencji zacierek; dodać odrobinę zimnej wody, wyrabiać ręką aż uformujemy zgrabną kulkę;
podsypując mąką wałkować ciasto na grubość od 3 mm; przygotować formę do mini tarteletek (proponuję pokrytą powłoką nieprzywierającą) oraz okrągłą foremkę ciastek (lub ausztecher) o średnicy 1-2 cm większej niż pojedyncza foremka na tarteletkę. Wycinać foremką kółka i delikatnie wciskać je do formy na tarteletki, dobrze dociskając dno i boki, starając się zachować tę samą wysokość we wszystkich foremkach; dno każdej tarteletki nakłuć widelcem w kilku miejscach, włożyć do każdej papierową papilotkę (jak do muffinów lub trufli w zależności od wielkości waszej formy), wsypać 2-3 łyżki suchej fasoli i odstawić na godzinę do lodówki;
w tym czasie robimy nadzienie, a w nim:
2 pory (białe części)
30-40 g masła
pół kieliszka białego wina (wytrawne lub półwytrawne)
sól, pieprz
pory kroimy w cieniutkie półksiężyce, podsmażamy na maśle, kiedy zaczną się złocić dodajemy wino, dusimy aż płyn odparuje, solimy, pieprzymy, odstawiamy do schłodzenia; w miseczce mieszamy opakowanie (200 g) gęstej śmietany 22%, 2 jajka, szczyptę soli i pieprz; mieszamy dokładnie.
rozgrzewamy piekarnik do 200 st C, do gorącego piekarnika wstawiamy schłodzone tarteletki, pieczemy 10 minut. Wyjmujemy, ostrożnie usuwamy papilotki z fasolą, dno każdej tarteletki smarujemy odrobiną musztardy z Dijon, kładziemy po łyżce duszonych porów i zalewamy łyżką masy jajeczno śmietanowej; ponownie wstawiamy do piekarnika na 12-15 minut (w zależności od wielkości foremek), schłodzone wyjmujemy z foremek (bo będą nam jeszcze potrzebne!)

Miniaturowe quiche z niebieskim serem i gruszką


orzechowe ciasto słone na quiche (czyli takie, jak wyżej, z małą modyfkacją)
225 g mąki pszennej
25 g mielonych orzechów włoskich
100 g chłodnego masła, pokrojonego w małe kosteczki
pół łyżeczki soli, zimna woda
mąkę z orzechami, solą i masłem zagnieść (najlepiej widelcem lub w maszynie, żeby ciasto cały czas pozostało chłodne) do uzyskania konsystencji zacierek; dodać odrobinę zimnej wody, wyrabiać ręką aż uformujemy zgrabną kulkę;
podsypując mąką wałkować ciasto na grubość od 3 mm; przygotować formę do mini tarteletek (proponuję pokrytą powłoką nieprzywierającą) oraz okrągłą foremkę ciastek (lub ausztecher) o średnicy 1-2 cm większej niż pojedyncza foremka na tarteletkę. Wycinać foremką kółka i delikatnie wciskać je do formy na tarteletki, dobrze dociskając dno i boki, starając się zachować tę samą wysokość we wszystkich foremkach; dno każdej tarteletki nakłuć widelcem w kilku miejscach, włożyć do każdej papierową papilotkę (jak do muffinów lub trufli w zależności od wielkości waszej formy), wsypać 2-3 łyżki suchej fasoli i odstawić na godzinę do lodówki;
teraz nadzienie z:
200 g niebieskiego, miękkiego sera np gorgonzola
200 g śmietany 22%
2 jajek
ząbka czosnku (opcjonalnie)
1 gruszki
ser, jajka, czosnek i śmietanę zmiksować na gładką masę; gruszkę obrać, pokroić w kostki (na jeden gryz, ok 3×3 cm w zależności od wielkości foremek);
rozgrzewamy piekarnik do 200 st C, do gorącego piekarnika wstawiamy schłodzone tarteletki, pieczemy 10 minut. Wyjmujemy, ostrożnie usuwamy papilotki z fasolą, do każdej wkładamy tyle serowej masy, żeby wypełniła je w 3/4, do środka każdej wciskamy kawałek gruszki; pieczemy jeszcze 12-15 minut aż masa na wierzchu będzie złota;

Francuskie mini pizze

… wyszły mi jak brzydactwa w porównaniu z całą resztą, ale daruję im, bo były pyszne; przepis bezczelnie prosty, kupujemy:
opakowanie ciasta francuskiego (lepiej z lodówki niż zamrożone, bo nie trzeba go rozmrażać, a zależy nam na czasie)
czerwone pesto, salsę pomidorową lub ketchup
tarty żółty ser o ostrym smaku (tarty, bo czas, czas!)
kilka plastrów szynki
i jeśli zostanie nam trochę porów w quiche, możemy je również wykorzystać
Na blasze do pieczenia kładziemy papier; z ciasta francuskiego wycinamy foremką koła (lub dowolne kształty, tylko nie za duże), na każdym rozsmarowujemy pesto/salsę/ketchup; w misce mieszamy ser, szynkę pokrojoną w słupki i ewentualnie pory, kładziemy po łyżce na cieście, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st C na kwadrans, aż ciasto urośnie, a wierzch się zezłoci; możemy podawać schłodzone;

Pierożki ze szpinakiem i fetą

… to tak naprawdę nic innego niż moje samosy w wersji, powiedzmy, greckiej. Przepis na ciasto tu, a nadzienie:
duża torebka świeżego szpinaku
kostka (200 g) sera feta
czosnek – 1-3 ząbki
masło, ok 50 g
szpinak myjemy, suszymy; masło rozpuszczamy na patelni, wrzucamy drobno pokrojony czosnek, szpinak i dusimy dodając pokruszoną drobno fetę; zmniejszamy ogień i dusimy aż całość będzie gęsta (sos odparuje); studzimy;
z ciasta na pierożki wycinamy okręgi średnicy szklanki (7-8 cm), w farszu formujemy kuleczkę, wypełniamy pierożek, brzegi wewnątrz smarujemy odrobiną wody, zlepiamy, a falbankę pierogową dekorujemy dociskając ją widelcem. Pierożki układamy na papierze do pieczenia, smarujemy roztrzepanym żółtkiem, pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 st C 20-25 minut aż będą złote; studzimy lub podajemy gorące.

Roladki z cukinii z kremem cytrynowo-imbirowym


na jedną paterę roladek potrzebujemy:
2 sporych cukinii
1/4 szklanki oliwy
2 kremowych serków (w sumie ok 200 g) typu Philadelphia
2-3 łyżek śmietany 22%
1 cytryny
kawałka imbiru (1 cm wystarczy)
ząbka czosnku
soli i pieprzu
cukinie myjemy, odcinamy końce i ostrożnie kroimy w plastry długości cukinii (nie robię tego obieraczką do warzyw, po plastry powinny mieć nawet 0,7-1 cm grubości – będą pieczone)
pędzelkiem smarujemy cukinie oliwą z obu stron, lekko solimy i pieprzymy, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 st C i pieczemy aż będą miękkie, lekko złote, ale nie rozpadające się (ok 10-15 minut), studzimy;
serek kremowy i śmietanę mieszamy w misce, dodajemy świeżo startą skórkę z 1/4 cytryny, tarty imbir, zmiażdżony ząbek czosnku i sól oraz pieprz do smaku; odstawiamy w chłodne miejsce, ale wyjmujemy na godzinę przed dekorowaniem, żeby krem nabrał temperatury pokojowej;
schłodzone plastry rolujemy np dookoła rączki od noża tak, aby środek roladki był pusty; spinamy wykałaczką i stawiamy na paterze; tak przygotowane roladki wypełniamy kremem (najlepiej użyć do tego rękawa cukierniczego z gwiazdkową końcówką lub woreczka na mrożonki naciętego na rogu); ostawiamy w chłodne miejsce aż do podania.

Słodkie tarteletki z…


ano, najpierw bazowy przepis na kruche ciasto, najlepsze, najbardziej kruche, najpyszniejsze, bezproblemowe, idealne. Nie musicie już dalej szukać, Michel Roux wymyślił bezkonkurencyjne, et voila:
250 g mąki pszennej
180 g miękkiego masła
100 g przesianego cukru pudru
szczypta soli
2 żółtka

mąkę, pokrojone w kostkę masło i cukier puder wyrabiamy szybko, dodając sól i żółtka aż uzyskamy gładkie ciasto; jak w przypadku każdego kruchego – im szybciej to zrobicie, tym lepiej; zawijamy w folię spożywczą i wkładamy na godzinę do lodówki;
jeśli chcecie zrobić jednocześnie tarteletki z kremem gruszkowym i tarteletki z makiem – zróbcie podwójną ilość ciasta;

z tym ciastem postępuję dokładnie tak, jak ze słonym ciastem na quiche: wypełniam foremki ciastem (z tą różnicą, że ciasto słodkie jest delikatniejsze, więc wałkuję je nieco grubiej na ok. pół centymetra grubości, tak, aby po upieczeniu nie rozpadło się w rękach – mimo to jest kruchutkie i chrupiące, więc grubość im nie szkodzi; jeśli z tego ciasta chcecie upiec dużą tartę, grubość można zwiększyć nawet do centymetra), nakłuwam dno widelcem, wkładam do środka papierowe papilotki oraz fasolę, odstawiam na godzinę do lodówki, piekę 10 minut w temp. 190 st C, wyjmuję papilotki z fasolą, piekę aż będą złote (8-12 minut), ostawiam do ostudzenia; wyjmuję bardzo ostrożnie i przechowuję w suchym miejscu aż do wypełnienia nadzieniem;

A nadzienie? Teraz najprostsze, z makiem i kremem serowym; natomiast krem gruszkowy opiszę w poście nt macarons, ponieważ to również doskonałe nadzienie do macarons.


przygotowujemy:
konfiturę malinową
masę makową (och, wiem, ale to jedyny półprodukt w moim domu)
250 g serka kremowego typu Philadelphia
70 g masła
1,5 szklanki cukru pudru
100 g sera mascarpone
cytryna lub pomarańcza
wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową – miksujemy serek kremowy, mascarpone i miękkie masło, dodając partiami cukier puder, na koniec ścieramy odrobinę skórki z pomarańczy lub cytryny; ucieramy na gładką masę, chłodzimy;
upieczone tarteletki wypełniamy: łyżeczką konfitury malinowej, łyżką masy makowej, na koniec wyciskamy workiem cukierniczym krem serowy.

Teraz już wiem, dzięki Annie Marii, że macarons to nie wyższa szkoła jazdy, ale o tym w kolejnym wpisie (przyznam, że od czasu, kiedy upiekłam je z sukcesem pierwszy raz, piekę je już kilka razy w tygodniu, z zamkniętymi oczami i z coraz większą przyjemnością ku coraz większemu entuzjazmowi tłumów. Szczególne podziękowania dla wyrozumiałej rodziny na diecie oraz nieustraszonej grupy testerek z Instytutu Włoskiego w Warszawie – ci vediamo presto, ragazze!), bo macarons wymagają dłuższego wstępu.
Ściskam serdecznie wszystkich przyjaciół, dla których kolejny raz organizowałam Balonowanie Życzeń – to dzięki Wam marzenia się spełniają!

 

Żurawiny, choinka i śliwki, czyli… w co opatulić zimowy stół na święta 28/12/2011

W tym roku święta były mało zimowe, ale postanowiłam udawać, że za oknem trzeszczy mróz i leżą tony śniegu. Takie założenie wymaga ocieplenia gniazda dużą ilością świątecznych kolorów! Lubię te świąteczne i ponadczasowe standardy kolorystyczne, czyli złoto, czerwień i zieleń, ale tym razem złoto zastąpiłam śliwkowym fioletem. Dla mnie to kolor równie dystyngowany co złoto. Przygotowując stół na pierwszy dzień świąt (tak, moja kolej!) starałam się, żeby to, co na stole, pasowało do reszty domu. Motywem przewodnim były żurawiny, które znakomicie zastąpiły żywe kwiaty. Robiąc świąteczne zakupy zakochałam się w prawdziwych, ogromnych, mrożonych (!) żurawinach, które czekały na swój dzień w zamrażalniku. W Home&You kupiłam śliwkowy wianek na stół, świece w tym samym kolorze oraz mniejsze świece w kolorze żurawin.


Na zielonym, lekko połyskującym obrusie postawiłam śliwkowy wianek, do którego wstawiłam trzy czerwone świece w kształcie walca.

Po dwóch stronach wianka postawiłam szklane walcowate wazony, nalałam do każdego wody (starając się wyrównać poziom wody do wysokości czerwonych świec po środku stołu), wstawiłam wyższe śliwkowe świece i wsypałam mrożone żurawiny. Owoce są tak lekkie, że unoszą się na poziomie wody tworząc piękne wianki. Można jeszcze przed wrzuceniem żurawin włożyć do wazonów liście ostrokrzewu lub gałązki choinki, ale czasem mniej znaczy więcej i dla mnie ta dekoracja była wystarczająca.

Na moich nowych, pięknych talerzach (Almi Decor, a jakże!) położyłam złożone na pół fioletowe serwetki (tym razem niestety papierowe, ponieważ moich lnianych śliwkowych już nie zdążyłam kupić (koncepcja stołu last minute, ponieważ tradycyjnie złapałam przedświąteczną anginę). Woda w wazonach z żurawinami z każdą godziną robi się coraz bardziej różowa, dzięki czemu dekoracja żyje własnym życiem zmieniając się samoczynnie.


A menu na pierwszy dzień świąt? Prawie tradycyjne: tatar ze śledzia na razowym chlebie, kaczka z kasztanami, pieczone ziemniaki, kapusta z grzybami i… kawał drewna na deser – czyli francuskie świąteczne ciasto, Bûche de Noël, u mnie w wersji czekoladowej z musem z solonego masła i czekolady oraz malinami.

Przepis na czekoladowy biszkopt (taki, który po prostu musi się udać) znajdziecie u nieocenionej Dorotus z Moich Wypieków; Dorota w swojej wersji wypełnia roladę kremem z nutelli, ale chciałam, żeby moje pierwsze podejście do buche było iście we francuskim stylu. A co może być bardziej francuskiego niż karmel z solonego masła? Wypełniłam więc moją buche musem z czekolady i solonego masła, przełamując słodycz kwaśną konfiturą malinową. Nadzienie nadaje się doskonale do musowego tortu, np zmodyfikowanej wersji Czarnego Lasu.

Potrzebujemy:

180 g drobnego cukru

120 g + 460 g śmietanki kremówki 36%

60 g solonego masła (lub zwykłego, wtedy musimy dodać szczyptę soli)

150 g czekolady (minimum 66% kakao)

Cukier uprażyć na sucho w garnku o głębokim dnie, aż zamieni się w karmel; jednocześnie zagrzać 120 g śmietanki; gdy karmel będzie złoto brązowy zacząć po woli wlewać do niego gorącą śmietankę mieszając szybko, na koniec dodać masło (lub masło i sól), wymieszać dokładnie; w metalowej misce lub garnku pokruszyć czekoladę i zalać ją gorącym karmelem, mieszając od czasu do czasu doprowadzić do całkowitego rozpuszczenia i połączenia w jednolity ganache. Ubić 460 g śmietanki na sztywno, 1/3 ubitej śmietanki dodać do ganache, energicznie mieszając; pozostałą część śmietanki wymieszać delikatnie z ganache (najlepiej plastikową lub silikonową szpatułką lub wybierakiem), zaczynając od środka do zewnątrz.

Ostudzone ciasto na roladę rozwinąć, posmarować cienką warstwą konfitury (u mnie malinowa, ale myślę, że pasowałaby również wiśniowa lub pomarańczowa), przełożyć masę czekoladowo karmelową, rozsmarować, zwinąć delikatnie; całość zwinąć ściśle folią spożywczą, można jeszcze zawinąć w ściereczkę, końce związać jak cukierek, odstawić do lodówki na 2 godziny;

po tym czasie (a najlepiej na chwilę przed podaniem) wyjąć ciasto z lodówki, odwinąć z folii, odkroić końce, żeby rolada była równa i udekorować tak, aby wyglądała jak kawałek drewna: moja wersja do drewno pod śniegiem. Do dekoracji użyłam kremu z serka typu Philadelhia i mascarpone:

250 g serka kremowego typu Philadelphia
70 g masła
1,5 szklanki cukru pudru
200 g sera mascarpone

wszystko (w temperaturze pokojowej) zmiksowałam na gładką masę, nałożyłam szprycą na ciasto, widelcem narysowałam korę i słoje, posypałam odrobiną kakao, żeby faktura była bardziej widoczna; ciasto jest duże i ciężkie, więc najlepiej dekorować je bezpośrednio na talerzu dekoracyjnym – tym, który postawimy na stole; żeby nie pobrudził się przy dekorowaniu, pustą powierzchnie zabezpieczam folią spożywczą i zdejmuję ją już po dekoracji. Francuzi dekorują swoje buches figurkami: choinkami, Mikołajami itp, mojej buche musiał wystarczyć… mój podpis.

Zapraszam do stołu!

 

Piernikowe święta, czyli… dla takich chwil warto żyć 16/12/2011

celebracje obudziły się z jesiennego snu, w przeciwieństwie do niedźwiedzi! Bo ktoś musi pracować, żeby ktoś inny mógł spać. Wracam do Was z moimi ukochanymi piernikami, które produkowałam bez wytchnienia od listopada. Teraz czas pakować i rozwozić. Oddaję głos moim tegorocznym gwiazdom (sercom, choinkom i całej reszcie), mam nadzieję, że zainspirują Was do zrobienia własnych i obdarowania tych, których kochacie! Wszystkie przepisy (na ciasto, lukier zwykły i królewski) można znaleźć w moim zeszłorocznym piernikowym wpisie.

Och, jak dobrze być tu znów z Wami!

… miłego piernikowania!

 

Menu na miarę maratończyka, czyli wiosna w Nowym Jorku 25/05/2011

Dobiegliśmy do mety! Dziś jedenasty odcinek Menu na Miarę – przez całą wiosnę biegaliśmy od stołu do stołu, od urodzin do imienin i celebrowaliśmy razem z naszymi widzami. Bardzo Wam wszystkim dziękuję, że jest Was tak dużo! Obiecuję, że niedługo pobiegniemy w kolejnym kulinarnym maratonie.
Tymczasem przedstawiam Wam pogodną, biegającą rodzinę: Danusię oraz jej trzech małych i dużych mężczyzn. Danka postanowiła uczcić kolacją wszystkie dotychczasowe starty w maratonach i podziękować swojej rodzinie za wsparcie. Teraz wszyscy szykują się do wielkiego wyzwania, maratonu nowojorskiego, a ja trzymam kciuki, żeby udało im się dobiec do mety całą drużyną.
Dzisiejsi goście bardzo dbają o dobrą formę, więc menu przygotowywałam pamiętając, aby jedzenie było lekkie i pożywne. Chciałam pokazać, że kuchnia amerykańska nie musi być ciężka i niezdrowa. Wszystko, co przygotowałyśmy było kolorowe, pełne witamin, ale przede wszystkim po prostu pyszne.
Zupę przygotowałyśmy z Guciem, starszym synkiem Danki. Gucio ma swoje ulubione smaki, więc nie jest łatwo przekonać go do nowości. Jak wprowadzić do menu dziecka nowe potrawy? Gotując razem z dzieckiem. Kolejny raz udowodniłyśmy, że to, co maluch przygotuje sam, bardzo szybko zniknie z talerza.
Ponieważ kukurydza to jedno z podstawowych amerykańskich warzyw, nie mogło go zabraknąć w naszym menu. Zupa kukurydziana jest lekko słodka, a to ulubiony smak dzieci – można ją modyfikować zaostrzając smak większą ilością tartego sera, odrobiną chilli lub złagodzić dodając na koniec masło.

Nowojorska zupa kukurydziana

1,5 l wywaru drobiowego lub warzywnego
2 puszki kukurydzy
1 cebula
garść naturalnych nachos kukurydzianych
kmin rzymski
sól, pieprz
oliwa
120-150 g tartego cheddara
Dymka / szczypior / natka pietruszki – do przybrania

Cebulę drobno pokroić, zeszklić na oliwie (1-2 łyżki), dodać odsączoną kukurydzę i garść nachos, zalać wywarem drobiowym, gotować ok. 10 minut, doprawiając pod koniec łyżeczką kminu oraz tartym cheddarem. Zmiksować na gładki krem, doprawić solą i pieprzem. Zupę podawać z krojoną dymką, szczypiorkiem lub natką pietruszki.

Nowy Jork bez prawdziwego hamburgera? Nie ma mowy! Oficjalnie otwieram sezon grillowy naszym pysznym i zdrowym zestawem: domowym hamburgerem z sałatką z brokułów i fety. Oczywiście możecie podać mięso w bułce, najlepiej chrupiącej grahamce, jeśli trzymacie się naszej zdrowej wersji.

Grillowany hamburger z sałatką z brokułów i fety

Grillowany hamburger

700-800 g polędwicy wołowej, mielonej
2 ząbki czosnku
mała cebula
natka pietruszki
łyżeczka musztardy z Dijon
sól, czarny pieprz
żółtko
odrobina kminu rzymskiego

mieloną polędwicę wymieszać dokładnie z drobno krojonym czosnkiem, cebulą i natką pietruszki (4-6 łyżek, według uznania), musztardą, żółtkiem, dodać pół łyżeczki kminu rzymskiego, świeżo mielony czarny pieprz; natłuścić dłonie olejem słonecznikowym, formować kotlety o grubości ok. 2 cm. Rozgrzać patelnię grillową, natłuścić olejem, smażyć kotlety: po 5 minut z każdej strony.

Sałatka z brokułów

Brokuły, 1 duża sztuka
opakowanie sera feta
4-5 łyżek ziaren słonecznika
oliwa extra vergine

Brokuły rozdzielić na mniejsze części i zblanszować we wrzątku, 1-2 minuty; powinny być twarde i chrupiące; ostudzić, pokroić na kawałki nie większe niż 2 cm. 2/3 sera feta pokroić w drobną kostkę. Słonecznik uprażyć na patelni bez tłuszczu aż będzie lekko brązowy. Wszystkie składniki wymieszać w misce dodając 2-3 łyżki dobrej oliwy; sałatki nie trzeba doprawiać – jest słona, ostra i orzechowa.Sałatka z brokułów nie wymaga doprawiania – brokuły są lekko słodkie, feta słona i ostra, słonecznik ma zdecydowany, orzechowy smak, a dobra oliwa extra vergine cierpka i pieprzowa – pełen zestaw smaków, nie potrzebujemy już niczego więcej do szczęścia.
No dobrze, niczego, poza deserem!
Moja wersja pankejków to delikatne placuszki z ricotty – są tak delikatne, że nie należy smażyć zbyt dużych porcji, żeby ciasto nie rozpadło się przy przewracaniu na drugą stronę. Idealnie komponują się ze świeżymi owocami lub sosem owocowym i lodami – cudowny deser na leniwy letni wieczór.

Amerykańskie pancakes z ricotty


z sosem malinowym i lodami

500 g ricotty
250 ml mleka
4 jaja
2 łyżeczki proszku do pieczenia
cukier waniliowy, duże opakowanie
200 g mąki pszennej

ser, mleko, żółtka, proszek do pieczenia, cukier waniliowy i szczyptę soli wymieszać dokładnie w misce; osobno ubić na sztywno białka i wymieszać delikatnie z ciastem. Smażyć z obu stron na gorącym oleju aż będą złote; odsączyć na ręczniku papierowym, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu;

sos malinowy:
400 g malin mrożonych
4-6 łyżek cukru

maliny podgrzać z cukrem, aż puszczą sok, zmiksować i przetrzeć przez sito, aby pozbyć się pestek.

Na talerzach układać gorące placuszki, dekorować łyżką sosu i kulką lodów, najlepiej waniliowych.

Wszystko zjedzone czyli… meta!

Stół i dekoracje


Tematem przewodnim dzisiejszej oprawy stołu był maraton nowojorski – stąd amerykańskie akcenty i kolory. Biel, czerwień i granat – to podstawowe kolory – więc na stole położyłam czerwony obrus oraz dwa bieżniki: biały i granatowy (ten ostatni zrobiłam sama z tafty). Talerze białe w srebrne wzory ładnie tonizowały z kolorami flagowymi i ciemno czerwonymi kieliszkami do wina. Serwetki zawinęłam w pierścienie z granatowej tafty – tej samej, z której uszyłam bieżnik.
Kwiaty – około czterdziestu pięciu czerwonych tulipanów – przycięłam do tej samej długości i włożyłam do płaskiego naczynia (Bolesławiec) wypełnionego gąbką florystyczną.

Gąbkę do kompozycji florystycznych trzeba wcześniej namoczyć – najlepiej jeszcze przed przycięciem jej do odpowiedniego rozmiaru – wrzucić do miski z wodą, odczekać chwilę, aż całkowicie nasiąknie wodą, a potem ciąć ostrym nożem uważając, aby nie pokruszyła się za bardzo. Układamy ściśle kawałek obok kawałka w naczyniu, po czym wbijamy łodyżki kwiatów w gąbkę. Żeby osłonić widoczną gąbkę, całość obłożyłam mchem barwionym na zielono (można go kupić w sklepach florystycznych lub marketach budowlanych w różnych kolorach – uwaga – lepiej założyć rękawiczki, bo mech barwiony może zabarwić również ręce!).

Wreszcie proporczyki „start” i „meta” – w końcu przy stole mamy samych maratończyków!

Talerze: Home&You

Kieliszki i szklanki: Home&You

Obrus (czerwony i granatowy): Leroy Merlin (materiał / m2)

Obrus biały: Home&You