Celebracje.pl

… strona dla miłośników świętowania z okazji lub bez :)

Menu na miarę dobrego humoru, czyli paryska wiosna z Pałacem Kultury w tle 19/04/2011

Marta coś przeskrobała… A wygląda na bardzo uporządkowaną młodą damę! Musiałam uwierzyć jej na słowo i pomóc wypełnić misję specjalną: przeprosić przyjaciółki za jej niesubordynację. Do każdego, nawet najtwardszego serca droga wiedzie przez żołądek, ale co zrobić, jeśli problemem nie jest serce, a urażona duma? Rozbawić! Rozśmieszyć! Rozchichotać! Dobry humor był kluczem naszego menu: wszystkie przygotowane przeze mnie i Martę punkty programu zawierały składniki poprawiające humor. Orzechy, owoce, ostra musztarda, białe wino, ryby, czekolada i chili – moja armia specjalistów do spraw walki z chandrą spisała się medal pod dowództwem dzielnej gospodyni.
Dodajmy do tego wiosenny wieczór, szczyptę paryskiego szyku i… niezapomniany widok na Pałac Kultury – każdej obrażonej przyjaciółce zmięknie serce, prawda?

Na powitanie Marta podała kir royal, czyli schłodzonego szampana z likierem z czarnej porzeczki (creme de cassis) – przecież jesteśmy dziś w Paryżu!
Wiosenna i pełna smaku przystawka, czyli

młody szpinak z karmelizowaną gruszką, serem roquefort i orzechami


… tym razem improwizowałyśmy: ponieważ miałyśmy białe wino (którego użyłyśmy również do głównego dania), dodałyśmy je do sosu.

torebka szpinaku
2 gruszki
2 garście orzechów włoskich, wybieramy ładne połówki
olej
miód płynny
musztarda z Dijon
masło, 2 łyżki
cukier, sól, pieprz
200 g sera typu roquefort lub gorgonzola

Szpinak umyć, osuszyć i ułożyć na talerzach.
Gruszki obrać, przekroić na pół, wydrążyć i pokroić w plasterki.
Połówki orzechów włoskich zrumienić w gorącym piekarniku.
W miseczce wymieszać 4 łyżki oleju z łyżeczką płynnego miodu i 2 łyżeczkami ostrej musztardy, doprawić solą, czarnym pieprzem, ewentualnie octem winnym. Na patelni rozpuścić 2 łyżki masła, ułożyć plasterki gruszki tak by nie nachodziły na siebie, posypać cukrem, smażyć aż cukier zamieni się w karmel na gruszkach (przewrócić na drugą stronę). Na szpinak przelać sos, ułożyć połówki orzechów, karmelizowane gruszki oraz pokruszony ser.

Czas na papiloty! W papilotach można upiec niemal wszystko, co jadalne, rzecz polega jedynie na prostej technice. Folia aluminiowa lub papier do pieczenia – to drugie wymaga nieco wprawy w zawijaniu, paczuszka z zawartością powinna być bardzo dokładnie zawinięta, żeby para nie wydostawała się na zewnątrz w trakcie pieczenia. Reszta jest kwestią smaku, apetytu, fantazji oraz zawartości lodówki. Dzisiejsze papiloty to jeden z klasycznych francuskich przepisów: łosoś na porach duszonych z białym winem. Jeśli ryba pochodzi z pewnego źródła i nadaje się do spożycia na surowo, możecie skrócić czas pieczenia do minimum – czyli do 8 minut w gorącym piekarniku. Dłuższe pieczenie w papilotach nie zaszkodzi rybie – w towarzystwie pora, białego wina i cytryny mięso będzie delikatne i wilgotne.

Łosoś w papilotach

2 duże pory
kieliszek białego wina, półsłodkiego
4 filety lub dzwonka łososia, po ok. 150 g każdy
4 kawałki papieru do pieczenia lub folii aluminiowej
cytryna

Pory oczyścić, pokroić w półksiężyce, zeszklić na maśle, podlać kieliszkiem białego półsłodkiego wina, odparować sos, doprawić solą i białym pieprzem. 4 kawałki papieru do pieczenia lub folii aluminiowej wyłożyć duszonymi porami, na środku każdej porcji położyć kawałek łososia, doprawić solą i pieprzem, udekorować plasterkami cytryny, zawinąć szczelnie paczuszki z rybą. Piec 12-15 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 220 st C. Podawać na talerzach w rozwiniętym papierze, posypane chrustem z selera.

No tak, chrust z selera – niektórych ciarki przechodzą na samą myśl o selerze – ta wersja sprawi, że zatęsknią za selerem zaraz po zjedzeniu chrustu. Jest pyszny i chrupiący, po usmażeniu na głębokim tłuszczu nabiera lekko orzechowego smaku, niektórym przypomina frytki, och, nie będę dłużej opowiadać: spróbujcie, a pokochacie! Polecam do duszonych i pieczonych ryb, drobiu (szczególnie w sosach śmietanowych np do mojego ulubionego kurczaka w estragonie) – dobrze jest równoważyć miękkie i delikarne czymś chrupiącym i zdecydowanym. Chrust można usmażyć nawet do pół godziny przed podaniem, a zaraz po usmażeniu ułożyć na ręczniku papierowym tak aby zachował kruchość. Jeśli nie macie tarki do julienne (mandolina tnąca w cieniutkie słupki, jak anielskie włosie), możecie pokroić selera w cieniutkie plasterki i w paseczki – im dłuższe, tym efektowniejsze.

Chrust z selera


duży seler, korzeń
olej do smażenia

Korzeń selera obrać, zetrzeć na tarce lub pokroić w cieniutkie niteczki; na głębokiej patelni rozgrzać olej (do smażenia), na rozgrzany olej wrzucać partiami selera i smażyć aż będzie złoty (ok minuty), odłożyć na ręcznik papierowy do odsączenia.

Kolację zakończyłyśmy niewinnie wyglądającym musem czekoladowym. Mus, owszem, wyglądał anielsko, ale dodałyśmy do niego chili… na wszelki wypadek tylko tyle, żeby rozbawił i nie wyprowadził koleżanek z równowagi. Chili było lekko wyczuwalne, ale wystarczająco, aby zacząć się zastanawiać, dlatego ta czekolada tak gryzie w język…! Mój przepis to najbardziej klasyczna wersja musu czekoladowego – bez dodatków typu śmietana, żelatyna, winian potasu (to ostatnie odstręcza wielu od robienia tej pyszności, ale zapewniam, że efekt jest taki sam).

Ognisty mus czekoladowy

200 g czekolady (zawartość kakao minimum 60%)
6 jaj, oddzielamy żółtka od białek
4-6 łyżek cukru, najlepiej drobnego
pieprz cayenne lub chili

czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej dodając 1-2 łyżki wody, mieszamy delikatnie, odstawiamy do lekkiego ostygnięcia nie doprowadzając do ponownego zastygnięcia czekolady. Żółtka miksujemy na biało z cukrem, dodajemy do masy czekoladowej, miksujemy na gładką masę dodając szczyptę (według uznania oraz odwagi) pieprzu cayenne; białka ubijamy na sztywno, delikatnie mieszamy z czekoladą, przelewamy mus do pucharków i odstawiamy do lodówki na 2 do 3 godzin.
Przed podaniem możemy udekorować mus bitą śmietaną lub owocowym coulis (przetarte owoce z cukrem).

Stół i dekoracje


Marta lubi proste, monochromatyczne zestawienia, a na jednej ze ścian namalowała Wieżę Eiffla. To były dwie inspiracje do stworzenia paryskiego stołu: czerń i biel to podstawa dekoracji. Uwierzcie mi, nie łatwo jest kupić czarny obrus. Łatwiej jest go zrobić samemu: kupiłam czarną taftę i zaobrębiłam ją termiczną taśmą do tkanin. Kwadrans i mamy obrus! Na czarnym obrusie położyłam biały, obowiązkowy element paryskiego stołu.

Do tego talerze do serwowania, tym razem melaminowe, w piękny wzór przypominający torebki Louis Vuittona. Białe serwetki udekorowałam pierścieniami, które zrobiłam z taśmy atłasowej w koloże fuksji (użyłam obu stron: matowej i błyszczącej, a wszystko połączyłam taśmą dwustronną) i udekorowałam samoprzylepnymi kryształkami.

Całość zmiękczyły kwiaty: w naczynkach na świece (grube szkło malowane na biało, w kształcie walca) dziesiątki miniaturowych różyczek. Przed każdym nakryciem postawiłam jedną kompozycję z kwiatów: były dekoracją, ale też prezentem dla gości.

Kwiaty: Fiori Fiori

biały obrus: Home & You

czarny obrus: tafta, sklep z tkaninami

sztućce: WMF, naszej gospodyni

talerze biało czarne: melamina, TKMaxx

świeczniki na tea lighty: Tesco, własne

kieliszki do wina: Irena, seria Ballet

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s