Celebracje.pl

… strona dla miłośników świętowania z okazji lub bez :)

Niech mnie piekło pochłonie, czyli… wieczór w Kuchni Dantego 21/01/2011

Dwóch wesołych Włochów, dużo dobrego jedzenia z Boską Komedią w tle – czy taki wieczór może się nie udać? O Kuchni Dantego opowiedziała mi koleżanka, która zajrzała tam jesienią i wpadła jak śliwka w kompot. Alfredo i Leonardo, czyli gospodarze, kucharze i kelnerzy w jednym, postanowili połączyć dwie przyjemności: jedzenie i słuchanie. Takie połączenie sprawdza się idealnie – nie wypada przecież jeść mówiąc, ani mówić jedząc, ale słuchać jedząc i jeść słuchając zdecydowanie polecam.

Kuchnia Dantego pojawia się cyklicznie w Lokalu Użytkowym na Starym Mieście w Warszawie. Goście rezerwując miejsca nie zawsze wiedzą, czym zostaną nakarmieni, ale mogą być pewni, że będzie zabawnie. Miłe jest to uczucie, że nawet będąc tam pierwszy raz czułam się raczej jak na imprezie u znajomych, niż w restauracji. I, jak to zwykle bywa, niektóre potrawy smakowały mi bardziej, inne mniej, ale te nietrafione w mój smak rekompensował urok gospodarzy i dobra atmosfera. Kilka stolików, lekki gwar, a na przystawkę małe pomidorki faszerowane mozarellą z anchovies.

Pod ścianą stoi stół, przygotowany jak dla magika, a goście rozglądają się, co będzie dalej. Na razie bez zbędnych ceregieli na stołach ląduje makaron z mątwą i atramentem. Zmieniłabym nieco proporcje makaronu do mątwy, której na moim talerzu było odrobinę za mało – po zjedzeniu tego, co najlepsze, poddałam się i zostawiłam mnóstwo makaronu, za co zostałam zmierzona surowym wzrokiem Alfredo… Tak, to ten sam wzrok włoskiej mammy, która namierza syna stołującego się w jakiejś knajpie, podczas gdy powinien wsuwać makaron przy rodzinnym stole!

Łagodnie acz stanowczo upomniana do samego końca wieczoru jadłam nie marudząc i właściwie wszystko już mi smakowało. Na moje szczęście dostałam zaraz caponatę, czyli bakłażany z pomidorami i oliwkami, zdecydowanie mój ulubiony punkt programu!

Przy stole magika stanęli gospodarze i nonszalancko bałaganiąc zabrali się do swojego show. Na zmianę czytali Boską Komedię w oryginale – choć zdecydowanie zabawniejsza była polska wersja czytana przez Włochów – wielkie brawa za odwagę i dystans do siebie. Sam Dante widział piekło zapewne inaczej, bo w tym u Alfredo i Leonardo było naprawdę wesoło. Brnąc przez dantejskie bagna męczyli w moździerzu kolejne składniki pesto trapanese – bazylię z solą, czosnek (dużo czosnku!), migdały i pomidory, a potem podali to wszystko z parującym spaghetti – rewelacja. Chętnie skończyłabym kolację w tym miejscu, ale przecież jesteśmy we Włoszech! Involtini alla napoletana, czyli roladki mięsne z czosnkiem, ziołami i… pecorino? Podane z soczewicą, która podobno zapewnia pomyślność w nowym roku – zapamiętam i w razie nieoczekiwanego deszczu pieniędzy wrócę i podziękuję!

Na deser – czekoladowe salami z zabaglione – coś podobnego do naszego bloku czekoladowego z orzechami. Och, czuję, że będę musiała odpokutować tę ucztę. Podsumowując – na pewno tu wrócę!

Kuchnia Dantego
na facebooku
rezerwacje telefoniczne: 698 078 271
Lokal Użytkowy
Brzozowa 27/29, Warszawa
+48 22 831 85 67

 

3 Responses to “Niech mnie piekło pochłonie, czyli… wieczór w Kuchni Dantego”

  1. Warszawskie Neony Says:

    a to ci sami Panowie co prowadzą własną audycję radiową w Radio Campus bodajże? I czy nadal prowadza? (jesli to ci sami?)
    Pozdrowienia,
    a.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s