Celebracje.pl

… strona dla miłośników świętowania z okazji lub bez :)

Macarons chez Ladurée, czyli jak grzeszyć, to tylko w niebie… 16/11/2010

Krecim zwyczajem wynurzam się z metra na Charles de Gaulle – Etoile. Kolorowy tłum turystów kieruje się prosto na Łuk Triumfalny, a ja przechodzę na drugą stronę Pól Elizejskich i biegnę w stronę Concorde. Nie idę, biegnę! I chociaż rano ledwo zwlokłam się z łóżka, tych siedemset metrów przebiegam bez zadyszki. Grunt to motywacja – całą noc śniły mi się fiołkowe ciastka i mmm… a jakże: macarons!

Macarons to moje czwarte imię, zaraz po Oldze, Marii i Annie, przybrane w okolicach 14 lipca, dziesięć lat temu, w obecności dwóch świadków. Makaronikową matką chrzestną została Tifenn, która do dziś dba o poszerzanie mojej wiedzy praktycznej z przedmiotowej dziedziny. Widząc macarons po raz pierwszy pomyślałam, że to kicz w czystej postaci – kolorowe ciasteczka atakują przechodniów z witryny każdej francuskiej cukierni. O co chodzi? Wkrótce przekonałam się, że jakość makaroników rośnie wprost proporcjonalnie do stopnia kiczowatości. Dziś uważam je za szczyt słodkiego piękna, choć bywają we francuskich cukierniach dużo ładniejsze desery. Macarons oryginalnie pochodzą z Włoch, ale od początku XIX wieku Francja uważa je za skarb narodowy – świadczy o tym fakt, że każdy region ma swój sposób wyrobu i prezentacji. Te najbardziej popularne – w formie lekkiej migdałowej markizy z kremem – produkowane są w tylu wariantach, że naprawdę trudno się zdecydować! Początkującym polecam klasykę, czyli macarons waniliowe, kawowe, czekoladowe, pistacjowe, truskawkowe i cytrynowe. Potem spróbujcie macarons z karmelem z solonego masła – idealnie francuskie połączenie. Dla zaawansowanych wszystkie inne warianty, włączając mój ulubiony – macarons o smaku kwiatu pomarańczy. Makaroniki stały się wizytówką dobrych cukierników, z pośród których czołówkę stanowią trzy paryskie firmy: Pierre Hermé, Fauchon i (werble, werble, werble!) Ladurée – do którego właśnie zmierzam w podskokach!

Zwykle to miejsce można wypatrzeć z daleka, bo w porze lunchu i popołudniowej herbaty ustawia się przed nim nieprzyzwoicie długa kolejka. Tym razem strategicznie wybrałyśmy porę raczej brunchową i bez problemów dostałyśmy stolik na piętrze. Ladurée przy Polach Elizejskich to dwa piętra czystego paryskiego szyku. Sala główna na parterze wprost z Belle Époque jest zawsze gwarna i pełna turystów, którzy przychodzą tu głównie na kawę i coś słodkiego. Niedawno otwarto tu również bar, z nowoczesną stylistyką i lekkim menu, co przyciąga głównie młodych bankierów z sąsiedztwa. Piętro jest spokojne i ciche, z dywanami, kandelabrami, ciężkimi zasłonami i kilkoma salami połączonymi śmiesznym wąskim przejściem przypominającym korytarze RMS Titanic. Wszystko, począwszy od ubrań kelnerów, żakardów na ścianach, aż po złocone sufity pasuje do siebie idealnie. Czuję się jak w bajce sprzed dwóch wieków. Ale głód sprowadza mnie do XXI wieku – zamawiamy nasze ulubione kanapki klubowe. Brzmi nieciekawie?

Spróbujcie! Grillowane warzywa w glazurze z mozarellą, oliwkami, suszonymi pomidorami i ziemniakami Pont-Neuf. Albo Club Ladurée z listkiem chrupiącego boczku i sałatą. My pozostajemy wierne naszej kanapkowej tradycji, ale karta dań jest naprawdę ciekawa: omlet z czarnymi truflami, biały tuńczyk karmelizowany w cukrze z Mauritiusa, czy polędwica wołowa z rabarbarem i ziemniaczanym biszkoptem. Ladurée jest kolejnym miejscem, gdzie spędzamy dużo czasu, jak większość przychodzących tu osób, zatapiamy się po prostu w miękkich fotelach i nie myślimy, co będzie dalej. No dobrze, wiemy, co będzie dalej: deser! Wybór deseru jest tu kluczową kwestią – co tym razem? Motywy kwiatowe czy klasyka? Karta deserów jest znacznie dłuższa niż dań głównych i mam wrażenie, że wydłuża się z każdą moją wizytą.

Przede mną Religieuse à la Violette, czyli wyjątkowo pobożne ciasto ptysiowe z kremem fiołkowym. Cóż, fiołki dobrze komponują się z tym wnętrzem, nie mogłam zamówić niczego innego! Popijam kwiatowym Earl Greyem, jestem w niebie. Tifenn kocha róże, więc delektuje się Saint-Honoré Rose-Framboise – artystyczną kombinacją róży, maliny, ciasta francuskiego i ptysiowego z kremem.

Wszystko smakuje jak zrobione na miarę naszych podniebień, a wygląda jak dzieło sztuki. No i oczywiście macarons z kwiatem pomarańczy – skoro jesteśmy już w kwiatowym temacie! Miękkie, lekko ciągnące się ciasto i muślinowy krem. Dziwne, jeszcze przed chwilą tu były… jakoś tak… sennie się zrobiło, mmm?

Ladurée Champs Elysées
75, avenue des Champs Elysées – 75008 Paris
Métro: George V, Charles de Gaulle – Etoile (jeśli przy okazji chcecie ogarnąć wzrokiem całe Pola Elizejskie)
restauracja czynna pon-pią 7.30-23.30, sob 8.30-0.30, nie 8.30-23.30
butik czynny pon-pią 7.30-23.00, sob 7.30-0.00, nie 7.30-23.00
bar czynny pon-czw 9.00-23.30, pią 9.00-0.30, sob 10.00-0.30, nie 10.00-23.30
www.laduree.fr
inne miejsca w Paryżu i na świecie

 

 

3 Responses to “Macarons chez Ladurée, czyli jak grzeszyć, to tylko w niebie…”

  1. nico Says:

    hmmm

    • Ola Says:

      Wiem, wiem, Nico, specjalnie dla Ciebie cytuję:
      „Ca m’énerve
      tous les gens qui font la queue chez Ladurée,
      tout ça pour des macarons à la Tourte
      mais bon…
      il parait qu’ils sont bons”
      … to chyba o mnie🙂

  2. […] i delikatność w czystej postaci. Historię mojej miłości do macarons opisałam już przy okazji opowieści o Laduree, paryskiej cukierni, która słynie z tych piękności. Nie tylko francuskie cukiernie, ale […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s